Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzykulturowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzykulturowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2015

"Sekret księgi z Kells" - o wierności własnej drodze

Ostatnio rzadko zdarzają się chwilę, które mogę poświęcić w stu procentach Tymiankowi. Jednak dziś podstępna Matka zaplanowała sobie uśpić Perełkisia i całą jego drzemkę poobiednią spędzić z Pierworodnym. Zaproponowałam mu wspólne obejrzenie bajki, ale tym razem to ja wybrałam, co będziemy oglądać. Początkowo był protest, bo Star Wars, bo Ninja Go. Po dziesięciu minutach oglądania, zapytałam go, czy chce przełączyć. Nie chciał. 

Najczęściej kiedy Tymianek ogląda bajkę, wykorzystuję ten czas na sprzątanie, albo chwile dla siebie. A dziś postanowiłam oglądać razem z nim. I wiecie co? Zapomniałam, że to jest takie przyjemne. Być przy nim, patrzeć, jak reaguje, co porusza go najbardziej. Samej dać się pochłonąć bez reszty opowieści. Tymianek już jest taki duży i samodzielny, że czasem zapominam, że w gruncie rzeczy to jeszcze dzieciak, który lubi przytulić się do mamy, kiedy pojawia się coś strasznego, czy przykrego. 
 
Źródło

Sekret księgi z Kells to uczta zarówno dla serca, jak i dla oka oraz ucha. Ciężko jest znaleźć bajkę tak pięknie animowaną, z poruszającą fabułą, bajkę, która wciągnie i dziecko i dorosłego.
 
Źródło

Sekret księgi z Kells to opowieść o odwadze, nadziei, miłości. O tym, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego kontrolować i uchronić siebie i bliskich przed każdym niebezpieczeństwem, bo są sytuacje, na które nie mamy wpływu. O tym, że czasem trzeba złamać zakaz, aby pozostać wiernym własnej drodze. I jeszcze o sile przyjaźni, bo to często dzięki wsparciu przyjaciół możemy przekraczać granice, pokonywać własne lęki i dokonywać niemożliwego.
 
Źródło

Opowieść snuje się wokół Księgi z Kells, losów jej powstawania. Ewangeliarz z Kells jest manuskryptem bogato iluminowanym przez celtyckich mnichów, datowanym na rok 800. W bajce znajdziemy też wątki historyczne: przybycie Księgi z wyspy Iona do Kells, kradzież, w wyniku której zniknęła bogato zdobiona oprawa, a także najazdy Wikingów. Animacja przedstawia Wikingów, jako odczłowieczone stwory, które sieją spustoszenie gdziekolwiek się zjawią. Historia pełna magii, w której postacie z mitologii irlandzkiej współistnieją z ludźmi.

Źródło  
Obejrzeliśmy też sobie iluminowane litery i dowiedzieliśmy się, że dawno,dawno temu mnisi przepisywali księgi ręcznie.

A tu możecie zerknąć na zwiastun:  https://www.youtube.com/watch?v=lw2_HZTuQBE

czwartek, 19 listopada 2015

"Jak ptaszki studiowały Torę"/Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania

Trwa właśnie Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania organizowany przez Studnię O. Uwielbiam ten festiwal i nie mogło mnie na nim zabraknąć. Jako że  mają też bogatą ofertę wydarzeń dla najmłodszych odbiorców sztuki, zwolniłam dziś Tymianka wcześniej ze szkoły i poszliśmy. 

Tymiankowi najbardziej podobał się obrazek z ptakiem Bar Juchne. To ten biały na kartce, słabo widoczny na zdjęciu.

Jak ptaszki studiowały Torę to bajki i przypowieści pochodzące z Żydowskich bajek z Czerniowców Eliezera Szteinbarga. Dzieci miały okazję dowiedzieć się kilku rzeczy na temat kultury żydowskiej, jak np. co to jest Tora, zobaczyć kilka liter z alfabetu hebrajskiego.

Weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca na poduchach. Artyści stali po bokach i obserwowali wchodzących. Kiedy wszyscy już się usadowili wygodnie, opowiadacze otworzyli bramy do krainy opowieści i wyobraźni. Ożywili słowa bajek, a ich bohaterowie stanęli przed nami i mogliśmy obserwować ich przygody. Czy wiecie, co mówi wrona, kiedy kracze: kra, kra? My już wiemy: czytaj, czytaj! Ptaszki mają swoje własne księgi, są to liście, z których umieją czytać tylko ptaki i malutkie dzieci, które mama karmi piersią. Jeśli znajdziecie jakiś liść podczas jesiennego spaceru, przyjrzyjcie mu się dokładnie i zobaczcie, jaka historia jest na nim zapisana. 

Cały czas odbywała się wymiana na linii opowiadacze - słuchacze. Wytworzyła się wspólnota, jakiej nie doświadczamy w codziennym życiu. Artyści wciągnęli dzieci w narracje, które z biernych widzów zamieniły się we współtwórców opowieści.

Opowiadaczka, Beata Frankowska, pokazywała dzieciom plansze z dziwnymi znakami. Jak się dowiedzieliśmy pochodzą one z alfabetu hebrajskiego. Każda litera stanowiła początek opowieści, ale zanim historia się rozpoczęła dzieci przyglądały się im i mówiły z czym im się kojarzą kształty znaków. Odpowiedzi były przeróżne, jeden znak budził wiele skojarzeń, np. stół i basen,inne litery to drzewa, gałęzie, statek z żaglem, albo parowiec, talerz i łyżka, krzesło i wiele, wiele innych. Utworzyły prawdziwą studnię opowieści. 

Tymiankowi najbardziej spodobała się bajka o feniksie, który wykluwał się z jaja i stawał się olbrzymim ptakiem, większym nawet niż słoń. Kiedy był już tak wielki, że większy nie mógł się stać, zaczął powoli maleć, kurczyć się, by stać się drobnym niczym okruszek i spłonąć. Jeśli chcecie wiedzieć, jaki skarby skrywa popiół po feniksie, albo poznać talmudycznego ptaka Bar Juchne, koniecznie wybierzcie się na Jak ptaszki studiowały Torę (niestety już nie w ramach festiwalu).

Ale na tym nie koniec aktywności dzieci. Podczas przypowieści o arce i zwierzętach, które chciały się nie niej schronić, Jarek Kaczmarek zaprosił na scenę słuchaczy, którzy współopowiadali fragment historii. 

Nauczyliśmy się też piosenki, która stanowiła refren pomiędzy bajkami. Towarzyszyła nam muzyka akordeonu (Robert Lipka) oraz gitary (Jarek Kaczmarek). Wyszliśmy z tej ptasiej krainy opowieści całkiem rozśpiewani. 

Potem nie było już tak kolorowo, akurat jak wysiedliśmy z autobusu rozpętała się straszliwa ulewa, a wiatr targał parasolkę na wszystkie możliwe strony. Mniej więcej po trzydziestu sekundach tego uroczego spaceru byliśmy mokrzy od stóp do głów. Gdy udało nam się dotrzeć do domu, kapało z nas, jakbyśmy właśnie wykąpali się w pobliskim jeziorku. Tymianek zażyczył sobie moczenie nóg w gorącej wodzie. A na rozgrzewkę od wewnątrz zrobiłam napój imbirowy (imbir + cytryna + miód). Mam nadzieję, że nie przypałęta się do nas żadne choróbsko. 

Festiwal trwa do niedzieli (22 listopada) jeszcze macie okazje posłuchać niesamowitych opowieści, zajrzyjcie na stronę festiwalu TU. 

piątek, 24 lipca 2015

"Ungarded Moments" - z dziećmi w galerii

Mnisi z klasztoru Shaolin, dziewczynka stojąca w wodzie po pachy przy płocie, lokomotywa i Taj Mahal, rybacy na szczudłach - zatrzymane momenty na fotografiach Steve'a MacCurry. Te najbardziej widowiskowe zapadły w pamięci Tymianka. Ale od początku...

Źródło

W składzie Tymianek (lat 6), Perełkiś (lat 1,5) i ja wybraliśmy się na wystawę "Ungarded Moments" . Jechałam z duszą na ramieniu. Spodziewałam się, że po pięciu minutach jeden, albo drugi w niewybredny sposób da do zrozumienia, że czas już wracać. Ale nie, obaj byli bardzo zainteresowani każdym zdjęciem. Tymianek prosił, aby czytać mu podpisy umieszczone obok fotografii. Wyrazistość obrazu, twarze ludzi przykuły uwagę Perełkisia. Zakochałam się. Niektóre zdjęcia widziałam już wcześniej w internecie, jednak możliwość zobaczenia ich w pełnej okazałości sprawia niesamowite wrażenie. 

To doświadczenie pokazało mi, że warto zabierać dzieci również na wydarzenia, które nie są do nich bezpośrednio adresowane. Możliwość obcowania ze sztuką jest bezcenna. Zdobycie kolejnego doświadczenia, bycia w galerii. Zawieszone na białych ścianach fotografie i panująca dookoła cisza sprawiają, że czas na chwile się zatrzymuje, jak na zdjęciach. Jesteśmy w przestrzeni, gdzie spotykają się różne czasy, przecinają różne momenty, współistnieją w bezczasie tej chwili, kiedy nie pędzimy z nurtem miasta, z rytmem codzienności. Cudowne uczucie, kiedy ze swoimi dziećmi mogę doświadczać tego zatrzymania, kiedy powodem zachwytu jest ten sam obiekt, a nie zdarza się to często. Ponad dwudziestoletnia różnica wieku zaciera się w obliczu doświadczenia, oczarowania, przeżywanego w inny sposób, ale wywołanego tym samym zdarzeniem - uchwyconym momentem, działającym bezruchem.

Do domu wróciliśmy ze zdobyczą - plakatem z powyższym zdjęciem.

piątek, 6 czerwca 2014

W 7 bajek dookoła świata: Ameryka Południowa



Jako ostatnią w naszej baśniowej zabawie: W 7 bajek dookoła świata odwiedzamy Amerykę Południową. Zaczęliśmy od zapoznania się ze zwierzątkami zamieszkującymi puszczę amazońską. Wybraliśmy się do kina na film Amazonia. Przygody małpki Sai. Piękny film! Tak spodobał się Titiemu, że jeszcze przez tydzień bawił się w małpkę Sai, która wraz z innymi pluszakami przeżywała najróżniejsze przygody. 

Małpka Sai w chuście

Idąc do kina nie byłam pewna, czy synkowi film się spodoba, wszak to nie kreskówka, nie ma dialogów ani narratora. Okazało się jednak, że obraz i muzyka są na tyle sugestywne, że na ponad godzinę potrafią przykuć uwagę pięciolatka. Titi był zafascynowany. Stwierdził, że chciałby, abyśmy kiedyś też tam pojechali. Jedyny minus to reklamy. Toż to istna plaga. Trwały dwadzieścia minut! I na dodatek były prezentowane filmy, których nie chciałam, aby synek oglądał. Muszę przyznać, że mnie to bardzo zdenerwowało.

Przeczytaliśmy różne znalezione w internecie baśnie z Ameryki Południowej, ale żadna nie zrobiła tak wielkiego wrażenia na Titim, jak film. Dlatego postanowiłam podążyć tym tropem. Wykonaliśmy czekoladowe figurki kilku zwierząt, które pojawiły się na wielkim ekranie: małpka Sai, jaguar, anakonda zielona, inia, wyjec. Przy okazji rozmawialiśmy o tym skąd pochodzi czekolada. W zestawie do lepienia była biała, mleczna i gorzka. Powiedzieliśmy sobie, że czekoladę robi się z kakao, które wytwarzane jest z nasion kakaowca. Degustowaliśmy czekolady, ustaliliśmy, że biała czekolada to nie jest czekolada. 



Rozmawialiśmy o Ameryce Południowej dość ogólnie. Zrobiliśmy jeszcze kamienne posągi z Wyspy Wielkanocnej. Wykorzystaliśmy w tym celu rolki po papierze toaletowym, które najpierw zanurzyliśmy z obu stron w misce z wodą. W miękkim papierze uformowaliśmy oczy, nos i usta. Nasze posągi nie pozostały szare, jak te prawdziwe. Kiedy wyschły pomalowaliśmy je inspirując się wzorami i kolorami strojów Indian Ameryki Południowej.



A tutaj papugi, które powstały na marginesie wytwarzania posągów:-)


Bawiliśmy się dzięki inicjatywie Kasi prowadzącej bloga Projekt: Człowiek. Zobaczcie, co przygotowały inne rodzinki:

 

środa, 14 maja 2014

W 7 bajek dookoła świata: Ameryka Północna

Dziś kolejna wyprawa z cyklu W 7 bajek dookoła świata, zorganizowanego przez autorkę bloga Projekt: Człowiek. Gościmy w Ameryce Północnej. 



Nastąpiło chyba zmęczenie materiału, bo Titi dość niechętnie reagował na wszelkie moje propozycje. Wydawało mi się zawsze, że Indianie to jest marka sama w sobie, ale nie. Nie zrobili na Titim najmniejszego wrażenia. Myślałam, że będziemy robić pióropusz, albo tipi, albo łuk i strzały, ale nic z tych rzeczy. Od jakiegoś czasu synek jest najzwyczajniej w świecie strażakiem Samem i koniec.

Zobaczyliśmy, gdzie na globusie leży Ameryka Północna, zapoznaliśmy się z zamieszkującymi ten kontynent zwierzątkami. Opowiadamy historię pochodzącą ze zbioru 13 Pierwotnych Matek Klanowych Jamie Sams (to nie książka dla dzieci, ale to jedno opowiadanie wydało mi się w sam raz), o tym jak Świetlik zdobył swoje migoczące światło.

Słuchaliśmy bajki Wielka Niedźwiedzica wydawnictwa Bajki-Grajki (kupiłam w bardzo atrakcyjnej cenie). 


Czytaliśmy też legendę Powstanie człowieka Sat-Okh.


I to niestety wszystko, co udało nam się zrealizować. Po więcej pomysłów i dobrej zabawy zapraszam do mam biorących udział w projekcie:


poniedziałek, 12 maja 2014

W 7 bajek dookoła świata: Europa

 W ramach projektu W siedem bajek dookoła świata, zainicjowanego przez autorkę bloga Projekt: Człowiek, dziś odwiedzamy Europę. Wpis zaległy, który powinien się ukazać 7 maja. Za opóźnienie gorąco przepraszamy.



Na warsztat wzięliśmy słowiańską baśń O dwunastu miesiącach. Pamiętam, jak opowiadała mi ją babcia. Kładłyśmy się spać pod puchową, ciężką pierzyną, przez okno zaglądał księżyc, a z oddali słychać było szczekanie psów. Kiedy próbowała sobie ją przypomnieć, okazało się, że pamiętam bardzo dobrze pewne obrazy, ogólną strukturę, ale nie jestem w stanie jej opowiedzieć, bo łączniki pomiędzy epizodami, szczegóły, tak istotne w babcinej opowieści - uleciały z mojej pamięci. Poszukałam w internecie (KLIK) i znalazłam przepiękną adaptację Janiny Porazińskiej. Zaczęliśmy zatem od obcowania z językiem naszym ojczystym. Język jakim opowieść została napisana, zachwyca! Dziś już tak się nie pisze, a szkoda! Może dla współczesnego przedszkolaka, język będzie trochę archaiczny, ale zawiera wielkie bogactwo w prostych zdaniach. Oto mały smaczek: "Pewnie zginę albo z mrozu, albo z głodu, albo od wilków. A może i zajdę kaj do dobrych ludzi?" Ano tak myśli trójsmutkiem i jedną pociechą i idzie. Piękne? To jeszcze to: Każda kosteczka w niej z zimna się trzęsie. Zachwyciłam się słowem, porównaniami, wyrazami, których już się nie używa i dlatego postanowiłam tym razem zrezygnować z opowiadania i przeczytać. 

W ramach zapoznawanie się z własnym językiem ułożyliśmy z drewnianych liter słowa: Europa i Polska, a następnie odrysowaliśmy je na tekturze i Titi je pomalował. 










Zrobiliśmy teatrzyk. W przedstawieniu wystąpiły nasze pluszaki. Przystroiliśmy je w kolorowe szale. Zrywamy z iluzją, brechtowski efekt obcości.
Narratorem był Titi (oczywiście też w przebraniu).


Wystarczą pluszaki i kilka maminych szali.


Tygrys w przebraniu Macochy.

14 maja wyruszamy do Ameryki Północnej, a tymczasem zerknijcie, co przygotowały inne rodzinki:


piątek, 9 maja 2014

Afryka - W 7 bajek dookoła świata

Na początku pragnę gorąco przeprosić za opóźnienie. Ten post powinien ukazać się 30 kwietnia, ale życie czasem pisze swoje scenariusze... 



Dziś kolejna odsłona cyklu W 7 bajek dookoła świata zorganizowanego przez autorkę bloga Projekt: Człowiek.
Zapraszamy  do Afryki. Tym razem trochę inaczej, bo więcej czytaliśmy niż działaliśmy. 



Opowiadana przez nas bajka pochodzi ze zbioru 26 bajek z Afryki opatrzonego fotografiami Ryszarda Kapuścińskiego (które synkowi nie przypadły do gustu, choć mnie się bardzo podobają). Tytuł oryginalnej bajki to: Lwiątko, chłopiec i pierścień. My na potrzeby naszego warsztatu zastąpiliśmy pierścień kołatką. Po wysłuchaniu bajki przystąpiliśmy do wykonania kołatki. Początkowo chciałam użyć do tego celu puszkę po tuńczyku, ale wylądowała na śmietniku zanim zdążyłam ją uratować ;-) Wykorzystaliśmy zatem plastikowe, okrągłe opakowanie, kolorowe wstążki, duże kolorowe guziki, tekturę, taśmę klejącą. 



Oglądaliśmy film o Serengeti, podziwialiśmy migrujące zwierzęta. Czytaliśmy też Dzieciaki świata Martyny Wojciechowskiej. Titiemu bardzo podobała się opowieść o małym pasterzu, Zuzu z plemienia Himba. Oraz Baśnie afrykańskie wydawnictwa Sara z bardzo ładnymi, realistycznymi ilustracjami zwierząt, których autorem jest Paweł Głodek.




Zrobiliśmy też jedno ćwiczenie ruchowe. Próbowaliśmy nosić na głowie różne przedmioty, podobnie, jak ludzie z plemienia Himba. Najlepiej udawało się z marchewkami, oczywiście tymi pluszowymi.








Zapraszamy do odwiedzenia wszystkich mam biorących udział w projekcie.

 

środa, 23 kwietnia 2014

Śladami sztuk walki - W 7 bajek dookoła świata: Azja



Wyruszamy w podróż do Azji, zaproszeni do zabawy przez autorkę bloga Projekt: Człowiek. Poznajemy kolejne kontynenty i opowiadamy bajkę związaną z danym regionem.

Dzisiaj opowiadamy siedząc na pomoście, gapiąc się w wodę w poszukiwaniu ryb i własnego odbicia i robiąc rybom lany poniedziałek:

 

Dawno, dawno temu żyła sobie córka mistrza z klasztoru Shaolin, którą ojciec szkolił od najmłodszych lat. Pewnego razu dziewczyna wyprała prześcieradło, a ponieważ było słonecznie, rozłożyła je na trawie, aby szybciej przeschło. Zajęła się innymi czynnościami. Poszła sprawdzić, czy prześcieradło jest już suche. Naraz zobaczyła żurawia drepczącego sobie w najlepsze po bielutkim, świeżo wypranym prześcieradle. A prześcieradło nie było już śnieżnobiałe, ale upstrzone odciskami żurawich łap. Dziewczyna wybiegła z krzykiem. - A poszedł mi stąd! Won! A kysz! - Ale żuraw nic sobie nie robił z krzyków dziewczyny. I nadal dostojnie przechadzał się po prześcieradle. Niewiele myśląc dziewczyna rzuciła się do ataku. Fuch! Fuch! Fuch! Zastosowała wszystkie znane jej techniki walki. Żuraw jedynie zamachał skrzydłami, ale nie odleciał. Doskonale unikał każdego jej ciosu. Dziewczyna wzięła miotłę i zamachnęła się na ptaszysko. Żuraw znów machnął skrzydłami i odskoczył. Wysiłki dziewczyny spełzły na niczym. Zła, sfrustrowana i smutna przyjęła do wiadomości swoją porażkę. Rozpłakała się! Jak to ona, córka mistrza, która wiele lat strawiła na zgłębianiu tajników sztuk walki nie potrafi przepędzić przerośniętego ptaszyska?! Przepłakała pół nocy. Ojciec milczący siedział przy niej i głaskał ją po plecach. W końcu sen ukoił jej łzy. Rano obudziła się rześka i pełna energii. - Wiem, co zrobię! - Pędem pobiegła po zabrudzone prześcieradło, rozłożyła je na trawie. Wyraźnie widoczne były ślady walki pomiędzy nią, a żurawiem. Przez kolejne lata pilnie studiowała ich zapis na tkaninie. Opracowała styl Białego Żurawia. Pewnego razu, kiedy podróżowali banda zbójców zagrodziła im drogę. - Oddajcie nam swój dobytek, w przeciwnym razie damy wam nauczkę. - I zaczęli wymachiwać mieczami. Dziewczyna zrobiła kilka uników. Fuch, fuch! Wykonała kilka ciosów i obezwładniła napastników. Od tej pory stała się bardzo sławną mistrzynią, do której przybywali liczni wojownicy pragnący zgłębić tajniki jej sztuki.

Powyższa opowieść jest udramatyzowaną przeze mnie legendą opowiadającą początki stylu Białego Żurawia Południowego Shaolinu.

Temat Azji podjęliśmy dość nietypowo. Znaleźliśmy na Mapach kontynent. Zapoznaliśmy się z florą i fauną tamtego regionu ze szczególnym uwzględnieniem zwierząt niebezpiecznych, które zafascynowały Titiego. Podążając za zamiłowaniem syna do wszelkich form walki, postanowiłam, że poznając Azję podążymy także tym tropem. Zaczęliśmy od Kerali. Opowiedzieliśmy historię jej powstania, jak to Paraśurama rzucił siekierę do morza, a odkryty w ten sposób pas lądu stał się nową krainą. Jej bogactwo stanowią palmy kokosowe, od których kraina ta otrzymała swoją nazwę (kera - kokos w języku malajalam).  Paraśurama wyszkolił wojowników, którzy mięli strzec tej ziemi. Wiele lat później Bodhidharma wyruszył z południowych Indii na północ aż dotarł do klasztoru położonego wysoko w górach. Mieszkający tam mnisi byli wycieńczeni trudnymi warunkami środowiska naturalnego, a w czasie medytacji często przysypiali. Widząc to Bodhidharma postanowił nauczyć ich ćwiczeń fizycznych i zaczął szkolić ich w kunszcie wojownika. Napadani, co jakiś czas przez okolicznych rzezimieszków mnisi byli do tej pory bezbronni. Jednak pewnego razu w czasie jednej z takich napaści, jeden z mnichów wyskoczył z kijem na atakujących i ich pokonał... To wszystko sobie opowiadaliśmy, jednak najbardziej spodobała się Titiemu opowieść o żurawiu i dziewczynie. 

Pozostając w temacie sztuk walki i wykorzystując nasz pobyt na wsi u dziadka użyliśmy do naszych zabaw drabinę. Za inspirację posłużyła opowieść o stylu białego żurawia oraz indyjska sztuka walki kalarippajattu (oglądaliśmy w internecie krótkie filmiki). Położyliśmy ją na trawie i wykonywaliśmy różne ćwiczenia. Bieg pomiędzy szczeblami, bieg na palcach po szczeblach, przejście po zewnętrznej krawędzi, jak po równoważni, różnego rodzaju skoki i przeskoki, krok na szczebel - kolano do góry - krok na szczebel..., krok na szczebel - kolano - kopnięcie - krok na szczebel. To super ćwiczenie na równowagę.  Początkowo to ja wymyślałam ćwiczenia, ale kiedy brakło mi już pomysłów synek dzielnie mnie zastąpił i to on pokazywał mi ćwiczenia, które ja później powtarzałam. 






Później podnieśliśmy drabinę i Titi przechodził pomiędzy szczeblami. A następnie nad szczeblami.




Dość spontanicznie narodził się pomysł wbijania gwoździ, którego efektem jest łóżko fakira.Dobre ćwiczenie na ćwiczenie koordynacji oko-ręka.




Oglądaliśmy kwiatowe dywany, pukalam, układane w Kerali w czasie festiwalu Onam. Postanowiliśmy zrobić podobny, ale okazało się, że to trochę nudne zajęcie, więc ukończenie dzieła przypadło Mamie. 






Destrukcja Titiemu najbardziej się spodobała.

 


Azję poznawaliśmy też przy okazji innych zabaw:

Wzrok
Wzrok

Tańce równowagi
Tańce równowagi
Za tydzień wyruszymy do Afryki, a tymczasem zobaczcie, jak poznawały Azję inne mamy wraz ze swoimi pociechami: