Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześciolatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześciolatek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 czerwca 2016

Prosta historia o sile przytulania/Przygody z książką 4

Historia prosta. Coś o bliskości, coś o dotyku, coś o cieple ciała i o emocjach. 
Ojciec i syn wędrują po lesie i przytulają wszystkie napotkane stworzenia i nie ważne, czy to myśliwy, czy mała gąsienica. Ot tyle. A może aż tyle. 

Przytulas może poruszyć serce nawet tak groźnego wilka, jak ten, który polował na Czerwonego Kapturka.

Co ważne, bohaterowie pytają najpierw o zgodę na przytulenie.

Okazuje się, że przytulanie może być świetnym pomysłem na zbudowanie opowieści. Towarzysząc niedźwiedziom w spacerze poznajemy mieszkańców lasu. 

Ilustracje zachęcają do wskoczenia w bajkowy świat. Przynajmniej ja mam ochotę znaleźć się w krainie wyczarowanej przez Emilię Dziubak.

Na ten wakacyjny czas życzymy Wam wielu spacerów na łonie natury i niekończących się przytulasów. A jeśli szukacie pasjonującej lektury, zerknijcie, co przygotowały pozostałe uczestniczki projektu Przygody z książką.


Proszę mnie przytulić
tekst: Przemysław Wechterowicz
ilustracje: Emilia Dziubak
Agencja Edytorska Ezop, Warszawa 2016
nagrody: Nagroda Literacka Miasta Stołecznego Warszawy 2014, 
wpisana do Katalogu Białych Kruków 2014

środa, 18 maja 2016

"Tymek i Mistrz"/Przygody z książką 4

Tymek i Mistrz to komiksowa opowieść o perypetiach pewnego czarnoksiężnika oraz jego ucznia, pełna humoru doprawionego szczyptą absurdu. 

Dla degustacji przytoczę jedną z przygód tej pary. Otóż pewnego razu wybrali się nad wodospad Niagara. Tymek oczekiwał w napięciu zadania, jakie mieli do wykonania (pewnie trzeba, coś naprawić za pomocą czarów):
T: Jak to nie ma? To co my tu robimy?
M: No cóż, przybyliśmy tu, żeby... wziąć prysznic!
T: Pod wodospadem?!
M: No, tak. Tu jest najlepsze ciśnienie wody i naprawdę można się domyć... 

Autorzy czasem bawią się konwencją i nie tylko narrator jest wszechwiedzący, ale czasem bohater też: 
N: Mistrz postanowił, że sprawę trzeba zbadać.
M: Wiem, że powtórzę po narratorze, ale sprawę trzeba zbadać...

Tymek, jak każdy chłopiec lubi budować z klocków i nie cierpi sprzątać. Mistrz bywa roztrzepany, przypomina chłopca zamkniętego w ciele starca z długą siwą brodą, potrafi poradzić sobie nawet z najgroźniejszym przeciwnikiem, choć czasem z pomocą przychodzi mu uczeń...

Tymek i Mistrz stawiają czoła nie tylko potworom, duchom, czy konkurencyjnej parze czarodziejów (Złemu Psujowi i jego pomocnikowi Popsujowi), nie oprą się także zmasowanym atakom Star Wars i Ninjago. Nie tylko Matka dała się oczarować, ale także Tymianek. Historyjki są krótkie (mieszczą się na dwóch stronach), litery drukowane, wyraźne, w sam raz do samodzielnego czytania dla młodych czytelników. Jednak najbardziej synek lubi wtulić się, by wspólnie podążać tropem bohaterów. 

Zapytałam Tymianka, dlaczego warto sięgnąć po Tymka i Mistrza, oto, co odpowiedział: jak jakieś dziecko lubi walki, to tu są walki czarodziejów.


Książka zawiera także dodatek: kilka sztuczek - zrób to sam oraz pierwszą historyjkę w j. francuskim.

Tymek i Mistrz
scenariusz: Rafał Skarżycki
rysunki: Tomek Lew Leśniak
seria: krótkie gatki
Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa, 2016
s.152

Wpis powstał w ramach międzyblogowego projektu Przygody z książką. Pędzę zobaczyć jakie fascynujące lektury czają się na pozostałych blogach.



czwartek, 10 marca 2016

"Stary Noe" i konflikt wewnętrzny

W długiej, bujnej brodzie starca chowają się i baraszkują liczne stworzonka. To chyba najtrafniejsza charakterystyka Noego

 
Zuzanna Orlińska dotyka bardzo ważnego problemu, stary Noe staje przed poważnym dylematem. Autorka buduje napięcie cegiełka po cegiełce. Choć na początku nie mamy wątpliwości, co do słuszności działań Noego, z czasem zaczynamy rozumieć stanowisko Pana, jego niezadowolenie z postępowania Noego, tego który zawsze był wobec niego posłuszny. Historia prowokuje do pytań o granice posłuszeństwa. Czy należy bezwzględnie być posłusznym osobie z większym doświadczeniem, choć serce podpowiada coś innego?

Przyznam, że mam kłopot z tą książką. Zachwyca mnie do momentu zakończenia, które choć pewnie piękne i romantyczne, dające nadzieję i wiarę, mnie złości. Przyznam, że długo nosiłam się z zamiarem napisania o tej książce. Trochę pewnie z lęku, bo czytałam kilka recenzji i nie spotkałam się z krytycznymi uwagami na jej temat. Ale, co tam. Raz kozie śmierć.

Czytając zakończenie mam ochotę zawołać: DLACZEGO!!! Dlaczego kiedy dotykamy jądra problemu, kiedy razem z bohaterem stajemy oko w oko z konfliktem moralnym, w którym nie ma idealnego rozwiązania, który w mniejszym lub większym stopniu przewija się przez nasze życie, autorka zaciąga zasłonę iluzji? Dlaczego odciąga nasz wzrok od tego palącego konfliktu wewnętrznego? Dlaczego nie pozostawia czytelnikowi miejsca na zmierzenie się z nim? Dlaczego rzuca cukierkowe, jakoś to będzie? Dlaczego Bóg, noszący w opowiadaniu imię Pana, pomaga Noemu? Z jednej strony czyni to postać Pana wielowymiarową, niejednoznaczną, surową, ale pełną miłosierdzia i dobroduszności. Bóg nagina swoje postanowienia widząc niezłomną postawę staruszka. Jednak spójrzmy na to z innej perspektywy. Jeśli np. wydamy zbyt dużo na pomaganie potrzebującym, nie wystarczy na zapłacenie raty kredytu za mieszkanie, nie będzie na jedzenie dla naszych dzieci. Czy Pan wtedy pomnoży to, co mamy na koncie? Przykład zbyt daleko idący? Być może. Sama historia Noego jest ekstremalna. Autorka nakreśliła bardzo wyraźnie konflikt wewnętrzny, na który bohater ma jedną odpowiedź. Naraża życie nie tylko swoje, ale wszystkich, którzy są na arce, a za których jest odpowiedzialny. A gdyby tak zakończyć w tym miejscu, albo zrobić przerwę w czytaniu i zadać sobie pytania: co ja bym zrobił/-a? czy jestem odpowiedzialny/-a za innych i gdzie jest granica tej odpowiedzialności? czy mam prawo troszczyć się o siebie? czy mam prawo odmówić komuś pomocy, jeśli wiem, że dla mnie konsekwencje będą bardzo bolesne i trudne? Czy to jest ok, że idę do kina, a ktoś inny nie ma, co jeść? W życiu bardzo trudno jest znaleźć odpowiedź tak szybko i bez wątpliwości, jak w przypadku Noego. I w dodatku uniknąć konsekwencji. W moim odczuciu zakończenie przyciemnia te pytania. Kiedy kołacze nam się po głowie: co powinien zrobić Noe i nie wiemy, co mu podpowiedzieć, bo żadne rozwiązanie nie jest dobre, autorka rzuca szybko: nie martwcie się, wszystko będzie dobrze. Uff! Nie musimy się nad tym zastanawiać. Dobrze, że udało nam się zrzucić ten ciężar. 

A może stanowiłoby to punkt wyjścia do znalezienia rozwiązania, jak ratować kolejnych rozbitków, a jednocześnie nie narażać pasażerów arki na niebezpieczeństwo.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie warto sięgać po tą książkę. Uważam, że warto. W moim odczuciu jest to jedna z ważniejszych pozycji, poruszająca sprawy, które nie są czarno-białe, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź: Czy zawsze trzeba być posłusznym? Czy można się sprzeciwić, kiedy nasze serce, czy sumienie podpowiada nam coś innego niż oczekuje od nas przełożony? Czy mogę odmówić komuś pomocy, aby zatroszczyć się o siebie i swoich bliskich? Czy jeśli tak zrobię, to znaczy, że jestem zła, albo, że postąpiłam źle? 

Świat wykreowany przez Orlińską jest, jak dla mnie, zbyt wyidealizowany, przy tak palącym pytaniu, na które w rzeczywistości nie ma idealnej odpowiedzi.

Książka rodzi pytania i to dla mnie stanowi największą wartość. 


Stary Noe
Tekst i ilustracje: Zuzanna Orlińska
Wydawnictwo Literatura, Łódź, 2015
Nagroda: Książka Roku 2015 IBBY  

środa, 9 marca 2016

"Lulabajki"- pod puchatą kołderką dźwięków i poezji

Gdy mama skończy czytać baśnie,
Gdy światło już w pokoju zgaśnie,
Gdy ćmy rozwiną swoje skrzydła,
...

Lulabajki - otulają puchatą kołderką dźwięków, bawią i śmieszą do bólu brzucha. 



Któregoś szarego, styczniowego popołudnia chłopcy dostali płytę z księżycowymi kołysankami. I od tej pory słuchamy... mozaiki różnych nastrojów: śmiechu, magii, zabawy, zadumy, zaciekawienia, spokoju... ułożonych w doskonały wzór.

Płyta niezwykła, zaspokaja jednocześnie moją potrzebę krzewienia kultury  oraz potrzebę szalonej zabawy Tymianka i Pana Loczka vel Lulu.

Twórcy traktują młodego odbiorcę poważnie, zabierają go w rejs po morzach poezji i oceanach dźwięków. Dzieciaki poznają Pana Księżyca, który przemierza nocne niebo z workiem pełnym gwiazd, staną oko w oko z nocnymi strachami, pożeglują z chłopcem na srebrnym księżycu, posłuchają puchatych rozmów, jakie toczą cztery sowy... Obok tekstów pisanych specjalnie na tą płytę znajdziemy też utwory klasyków, Adama Asnyka, Włodzimierza Słobodnika czy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. 

U nas hiciorem jest: duchy jedzą kluchy! Zdanie w sam raz do wypowiedzenia dla dwulatka i w sam raz do wywołania niepohamowanego śmiechu u prawie siedmiolatka. Chichrają się obaj - o spaniu nie ma mowy! 

Nie liczcie, że płyta rozwiąże kłopoty z zasypianiem ;-). Raczej rozochoci małych psotników do dalszych figli.

Płyta wydana jest przepięknie, dołączono do niej książeczkę z tekstami utworów, sami popatrzcie:






Nawet sowa sowie nie opowie
Co opowiem Ci ja
Pod powieką snem przykrytą
Kryje się wspaniały świat

Teatr CHOREA
Lulabajki
śpiewają Dzieci, Natalia Przybysz i Wielki Chór Młodej CHOREI


środa, 24 lutego 2016

W pracowni młodego filozofa / Przygody z książką 4

Na ulicy Trybunalskiej / mieszka sobie Staś Pytalski / co, gdy tylko się obudzi / pytaniami dręczy ludzi. 

Mam wrażenie, że to o nas, tylko imię się nie zgadza. Tymianek każdego dnia zadaje pytania, czasem wydaje mi się, że bez końca. O różne rzeczy pyta. Od drobnych: jak zrobiłaś tą zupę (to jak chciałam przemycić soczewicę i powiedziałam, że na obiad zupa Pomarańczowy ninja), po takie, które wbijają w fotel: a kiedy ty umarniesz? Nie zawsze mam gotową odpowiedź, czasem rodzi ona kolejne i kolejne pytania. W naszych rozmowach pojawiają się tematy, które wymagają, aby się w nie zagłębić. Często szukam wtedy odpowiedniej książki czy historii, na której będę mogła się oprzeć, która będzie dla nas, jak pas startowy dla samolotów.




Dzieci zadają pytania, aby uporządkować otaczający je świat, poznać i określić siebie i swoje miejsce w tym świecie. I ten fenomen wykorzystał Oscar Brenifier, autor serii książek Dzieci filozofują. Stawia różne pytania i próbuje znaleźć na nie odpowiedź. Każdą tezę podważa, do każdej stawia kolejne pytania. Poruszane w niej tematy są uniwersalne, zainteresują chyba każde dziecko. Prowadziłam kiedyś zajęcia dla dzieci w szkole podstawowej i pamiętam, że kiedy zaproponowałam podopiecznym książki z tej serii, nawet ci, którzy uważali książki za zło konieczne byli nimi zafascynowani i prosili o czytanie kolejnych rozdziałów.

Nakładem Wydawnictwa Zakamarki  ukazały się cztery tomy, piąty w przygotowaniu. Każda część poświęcona jest jednemu tematowi, w obrębie którego autor rozpatruje sześć zagadnień, stawiając bardzo dociekliwe pytania i proponując przeróżne odpowiedzi, czasem oczywiste i banalne, innym znów razem szokujące i zmuszające do zastanowienia i ustosunkowania się. Po każdej odpowiedzi autor daje nam znak do zatrzymania i zweryfikowania jej: Tak ale...  po czym stawia serię pytań, na które nie daje odpowiedzi (jedynie komentarz w postaci ilustracji).

Dużym walorem jest przejrzystość i uporządkowanie treści. Otwierając książkę od razu widzimy, jakie są zagadnienia. Dzięki wcięciom na brzegach, błyskawicznie można przeskoczyć do interesującego nas tematu. Każdemu dużemu pytaniu przypisany jest temat, który widnieje na brzegu, np. dowody miłości, zazdrość, ambicja, śmierć, przyjaźń, posłuszeństwo, wolność, prawo
                                 Uczucia, co to takiego?
  
Życie, co to takiego?

Dobro i zło, co to takiego?

Źródło zdjęcia
 Pytania:
Czy jesteś zwierzęciem?
Czy cieszysz się, że rośniesz?
Czy jesteś taki jak inni?
Czy jesteś coś winien swoim rodzicom?
Czy lubisz przeglądać się w lustrze?
Czy sam decydujesz o tym, kim jesteś?



A w przygotowaniu...
Źródło zdjęcia

Pytania:  Czy wszyscy tak samo pojmujemy piękno?
Co jest piękne? Kto jest piękny?
Czy powinieneś rozumieć piękno?
Czy każdy z nas jest artystą?
Czy artysta jest wolny, kiedy tworzy?
Do czego służy sztuka?


Proste, czasem karykaturalne ilustracje stanowią uzupełnienie, komentarz, a nawet zaprzeczenie odpowiedzi. Ciekawe, że każdy tom został zilustrowany przez innego artystę. I przyznam, że moje niewprawne oko nieznawcy zupełnie nie dostrzega różnicy.










 Każdy rozdział kończy się krótkim podsumowaniem, refleksją, co możemy sobie uświadomić stawiając sobie dane pytania.
Jeśli wyruszymy w podróż po krainie pytań, spotkamy takie, które zburzą podział świata na bezwzględne dobro i zło, ale za to odsłonią nam różne odcienie szarości oraz wszystkie kolory tęczy. Każdy się zapewne zgodzi, że kradzież jest zła. Ale, co ma zrobić matka, która nie ma pieniędzy i nie może nakarmić swoich dzieci? Ma pozwolić im umrzeć z głodu? Przecież obowiązkiem rodzica jest dbanie o potrzeby dzieci. Ta seria prowokuje do stawiania pytań, wychodzenia poza schemat czarne - białe, zatrzymania się przed wydaniem osądu na czyjś temat. 

Dużą zaletą są krótkie teksty, prowokujące długie wypowiedzi, a także nadające się do samodzielnego czytania, dla początkującego czytelnika. 

***
Równie dobrym sposobem na rozruszanie szarych komórek może być bajka, która stanie się punktem wyjścia do rozmowy i stawiania pytań. Zbiór Bajek filozoficznych Michela Piquemala zawiera przypowieści, mity, legendy, bajki pochodzące z różnych stron świata. I tak znajdziemy tu teksty: Rumiego,Khalila Gibrana, Horacego, Schopenhauera, Sokratesa, Buddy, La Fontaine'a... Do każdej z opowieści dołączona jest część W pracowni filozofa, która stanowi krótki komentarz do danej historii oraz pytania. Książka jest przejrzysta, każdej bajce w nagłówku przypisane są tzw. słowa-klucze, dzięki którym możemy się zorientować, jaka tematyka jest w niej poruszona. Na końcu książki znajduje się indeks ze słowami-kluczami, dzięki czemu możemy szybko odnaleźć tematykę, która nas aktualnie interesuje. 



Nie mogę się oprzeć, aby nie przedstawić choćby fragmentu Wprowadzenia Michela Piquemala: 

Jest oczywiste, że bajki są przede wszystkim do czytania - dla czystej przyjemności, w celu smakowania mądrości, humoru i wzruszenia! Dopiero kolejne czytanie (...) porusza zawarte w nich treści i pytania. (...) komentarz nie zawsze rozwija  morał historii, często go nawet z humorem wywraca, ponieważ prezentowane bajki nie mają monopolu na  prawdę absolutną. (...) Przecież bajki również są nośnikami z góry ustalonych idei politycznych czy religijnych, nad których słusznością trzeba się zastanowić! Postawione pytania służą zatem temu, by wykroczyć poza dosłowne znaczenie, pozwalają na szersze myślenie, dają pierwszeństwo rozmowie, czy dyskusji (...). Są jakby otwartymi drzwiami do indywidualnej czy zbiorowej refleksji. 

W serii ukazały się także: Bajki filozoficzne. Jak żyć razem?, Filozofowie do dzieci, Bajki filozoficzne. Jak żyć na Ziemi?

Dzieci filozofują
autor: Oscar Brenifier
tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
ilustracje: Uczucia - Serge Bloch; Życie - Jerome Ruillier; Dobro i zło - Clement Devaux; Ja - Aurelien Debat; Piękno i sztuka - Remi Courgeon 
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań, 2012 - 2016
sugerowany wiek: 6+

Bajki filozoficzne
autor: Michel Piquemal   
tłumaczenie: Helena Sobieraj
opracowanie graficzne: Agnieszka Malmon
Wydawnictwo Muchomor, 2004, Warszawa
sugerowany wiek: 12+ (według mnie 6+)  
 

Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką 4
  

niedziela, 14 lutego 2016

Spotkanie - koncert Ani Brody

Koniec ferii, więc od jutra pewnie będzie nam towarzyszyć: Szybko zbudź się, szybko wstawaj... 

To tekst jednej z piosenek Ani Brody. Dziś umilaliśmy sobie ostatnie chwile wolnego, właśnie na jej koncercie, który odbył się w Tarabuku

Źródło
Koncert był kameralny, w kawiarni. Dzieci siedziały na dywanie i na poduszkach. Zanim się rozpoczął, byliśmy świadkami strojenia instrumentu. Chwila pomiędzy przedstawieniem, a prywatnością - moment przejścia. 

Dowiedzieliśmy się kilka rzeczy o cymbałach. Pochodzą z Persji i zostały wymyślone przez matematyków. Początkowo grano na nich długimi piórami, dziś używa się do tego pałeczek (które przypominają np. okulary, albo wąsy, mogą też być rogami, albo anielskimi skrzydłami...). Cymbały mają bardzo dużo strun, a każda z nich wydaje dwa dźwięki. 

Między sceną, a widownią trwał nieprzerwany dialog. Dzieci współuczestniczyły w tworzeniu koncertu, co tworzyło atmosferę spotkania połączonego z wymianą darów. Jestem pod wielkim wrażeniem uważności, wrażliwości, kreatywności Ani Brody, która to dawała się ponieść muzyce, to szefowała grupie ruchliwych dzieciaków, czujna na sygnały od nich płynące. Na scenie leżała tajemnicza walizka, przywieziona przez artystkę specjalnie na to spotkanie. Niestety, okazało się, że kluczyk do niej został u Ani Brody w domu na stoliku. I co teraz? Z pomocą przyszły dzieci, które przecież znają mnóstwo magicznych zaklęć. I udało się ją otworzyć! A w środku... instrumenty: tamburyny, grzechotki, dzwonki, gong, kalimba, trójkąty. Zaśmiały się dziecięce oczy, a rączki wyciągnęły po te niezwykłe przedmioty wydajęce dźwięki. Na koniec każdy (kto chciał) mógł spróbować, jak się gra na cymbałach. Lulu (lat dwa) był bardzo podekscytowany, to w ogóle taki typ wrażliwy na muzykę. Ania Broda ułożyła mu paluszki na pałeczkach i grał niczym profesjonalista ;-). Kiedy inni próbowali, stał przy instrumencie i paluszkami przebierał po strunach. Tymianek też był bardzo przejęty i opowiadał przez pół dnia, jak to grał na cymbałach. Dla dzieciaków to niezwykle ważne, że mogą dotknąć instrumentów, sprawdzić, jak działają. 

***
Chłopaki siedzieli razem, ja kawałek za nimi na fotelu. Lulu przysuwał się do Tymianka, siadał mu na kolanach, czasem przybiegał do mnie sprawdzić, czy jestem, przytulał się do starszego brata. To jeden obraz ich braterskiej miłości, zdecydowanie bardziej przyjemny dla matczynego oka. 

Kończę już, bo rano rzeczywiście może być dramat ze wstawaniem... ;-)

piątek, 12 lutego 2016

Królowa Śniegu - magia teatru

Śniegu nie ma to chociaż wybraliśmy się na Królową Śniegu do Teatru Narodowego. Już sam budynek, wielki i majestatyczny, budzi emocje. Bilety drogie, więc zaryzykowaliśmy wejściówki. Matce przypomniały się czasy krakowskie i czatowanie na najlepsze miejsca ;-) Teraz tą wiedzę o polowaniu na miejsca przekazywałam synowi. Opłaciło się, siedzieliśmy w czwartym rzędzie, bliziutko sceny. Spektakl zaczął się niepostrzeżenie. Światła zaświecone, na widowni szmer rozmów i skrzypienie krzeseł - jeszcze nie wszyscy zdążyli rozsiąść się wygodnie w fotelach, a już słychać z końca widowni głos (początkowo niewyraźny): Zaczyna się! To Zbigniew Zamachowski (Gaduła) pędzi na scenę z walizką w ręce, a za nim dwóch policjantów. Całe szczęście, kiedy policja spostrzegła widownię - odpuściła i  Gaduła mógł nam opowiedzieć baśń. 


Źródło

Przyznam, że zupełnie nie pamiętam oryginału i chyba będąc dzieckiem nie przepadałam za tą baśnią Andersena. 

Tymianka fascynowało wszystko od fabuły po zmiany dekoracji, które bardzo płynnie odbywał się na oczach widzów. Odlatujące w górę wieżowce, jeżdżący po scenie ogród (przy ukłonach z olbrzymich, porośniętych zielskiem kubików wyszli panowie, którzy nimi poruszali, a w zasadzie tańczyli), czy wyłaniająca się spod sceny kryjówka rozbójniczek sprawiały niesamowite wrażenie. Tymianek dziwował się: jak oni to zrobili?

Kaj i Gerda w inscenizacji Piotra Cieplaka są dziećmi ze współczesnego blokowiska. Dopiero, kiedy dziewczynka odważy się wyruszyć w podróż, przed naszymi oczami pojawia się niezwykły, baśniowy świat, w którym kwiaty i zwierzęta potrafią mówić i tańczyć. Wiele śmiechu na widowni wzbudziła postać Pana Wrony zlatujęcego z chmur, który kichał raz po raz rozrzucając przy tym swoje upierzenie.

Królowa Śniegu to opowieść o wytrwałości, odwadze i mocy, która kryje się na dnie serca. Kiedy Gerda dociera na grzbiecie Renifera do Eskimosów, zwierzak prosi czarownicę, aby dała dziewczynce moc, która pozwoli jej wyrwać Kaja z rąk Królowej Śniegu. Wtedy czarownica mówi: spójrz, ona już ma moc. A ta moc to wiara i miłość.

Jeszcze słówko należy szepnąć o odtwórczyni głównej roli, Dominice Kluźniak, która uchwyciła istotę dziecięcego zaangażowania. Nie udaje dziecka, nie popada w infantylizm, reaguje organicznie, jest cała w działaniu, jak dziecko.

Kiedy kurtyna opadła oznajmiając wszem i wobec, że już czas rozejść się do domów, Tymianek zapytał, czy możemy jutro też przyjść. To chyba najlepsza recenzja ;-) Wyszliśmy na zewnątrz i okazało się, że magia teatru nadal działa - na nasze głowy sypał się miękki, biały puch.

W czasie spektaklu naszła mnie jeszcze taka dorosła refleksja. Te lustrzane odłamki, wpadające do oczu, lub te większe, z których produkowano okulary, zniekształcały rzeczywistość, wszystko stawało się brzydsze i gorsze. Czy przypadkiem nas pędzących w zaprzęgu obowiązków dnia codziennego, nie uwierają czasem te odłamki, powodując, że dzieć, który właśnie rozciapał zupę na stoliku, swojej bluzce i bluzce brata oraz swetrze Rodziecielki, jawi się nam jako wysłannik piekieł, którego zadaniem jest generowanie nieprzyjemnych zajęć dla rodziców? Podczas gdy można popatrzeć na niego, jak na uroczego dwulatka, który w kreatywny sposób doświadcza zupy?

Spektakle w tym sezonie: 22,23.03 oraz 23,24.04

Królowa Śniegu Hans Christian Andersen
przekład Bogusławy Sochańskiej

reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Andrzej Witkowski
muzyka: Jan Duszyński
choreografia: Leszek Bzdyl
oprawa dźwiękowa: Paweł Czepułkowski
animacje: Daria Kopiec
projekt inżynierski: Mirosław Łysik
obsada: Ewa Konstancja Bułhak, Beata Fudalej, Anna Gryszkówna, Kinga Ilgner, Dominika Kluźniak, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Anna Markowicz, Wiesława Niemyska, Paulina Szostak, Anna Ułas, Bartłomiej Bobrowski, Karol Dziuba, Robert Jarociński, Waldemar Kownacki, Jerzy Łapiński, Piotr Piksa, Karol Pocheć, Tomasz Sapryk, Przemysław Stippa, Zbigniew Zamachowski

premiera: 17.01.2015

wtorek, 2 lutego 2016

6 powieści dla dzieci, które przypadły nam do serca

Śnieg, choć zagościł tylko na chwilę, sprezentował nam radosne chwile beztroskiej zabawy w białym puchu. Zapewnił codzienną dawkę wrażeń zjazdowo - bałwanowych.A także obudził pewne wspomnienie z dzieciństwa Matki...


Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką włączyłam któregoś razu telewizor, choć to nic nadzwyczajnego dla małych dziewczynek. Nadzwyczajne było to, co pojawiło się na ekranie: inna mała dziewczynka wchodząca do szafy, która okazywał się przejściem do tajemniczego, śnieżnego świata. Oglądałam z wypiekami na twarzy. Do dziś pamiętam tą starą szafę (i niewiele więcej) i emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Od tego czasu za każdym razem, jak włączałam telewizor miałam nadzieję, że znowu zobaczę dzieci i tę zimową krainę. I czasem się to udawało. Nie miałam bladego pojęcia, jaki jest tytuł tego filmu, ani tym bardziej, że został nakręcony w oparciu o książkę. Odkryłam to dopiero, kiedy do kin wchodziły Opowieści z Narnii. Choć wtedy czułam się już zdecydowanie za duża na książkę. 

Tymianek jest już duży, więc sięgamy po grubaśne tomiszcza. I teraz właśnie nadszedł czas, aby zaprosić Pierworodnego do świata mojego dzieciństwa. Czytam i oboje słuchamy z wypiekami na twarzy.  Przeciskamy się przez kożuchy pachnące naftaliną, aby odnaleźć fauna Tumnusa i dowiedzieć się, dlaczego Białej Czarownicy tak bardzo zależy, by poznać Piotra, Łucję, Zuzannę i Edmunda, a także usłyszeć przerażający ryk Aslana. Dawno nic tak nie wciągnęło tego pasjonata Gwiezdnych wojen i wojowników ninja. Lulu, lat dwa, wyłapuje poszczególne słowa i dodaje do swojego słownika. Ulubionymi Aslan (czasem chce, żeby tak do niego mówić) i Adama (ludzie określani są mianem synów Aslana i córek Ewy).

Poniżej nasze propozycje na zimowe chorowanie i ferie dla starszych przedszkolaków i wczesnoszkolniaków: 

Opowieści z Narnii - A tam: czwórka dzieciaków, stara szafa - brama do baśniowej, zimowej krainy pełnej gadających zwierząt, Biała Czarownica i mądry lew. Tomów jest siedem: Lew, czarownica i stara szafa, Książę Kaspian, Podróż "wędrowca do świtu", Srebrne krzesło, Koń i jego chłopiec, Siostrzeniec czarodzieja, Ostatnia bitwa. Autor: C.S. Lewis; ilustracje: Pauline Baynes; przełożył: Andrzej Polkowski; wydawnictwo: Media Rodzina.

8+2 i ciężarówka - Ciepła i zabawna opowieść o pewnej zwariowanej rodzince, składającej się z ośmiorga dzieci i rodziców, którzy żyją  w jednopokojowym mieszkaniu z kuchnią. Kiedy odwiedza ich babcia śpi na szafkach w kuchni. Kto ukradł ciężarówkę, dzięki której tata codziennie zarabia na chleb i czy uda się ją odzyskać? Babcia kupuje mikser ręczny za pieniądze przeznaczone na bilet, jak wróci do domu starców? Autor: Anne - Cath. Vestly; ilustracje: Marianna Oklejak; przełożyła: Milena Skoczko, wydawnictwo: Dwie Siostry.

8+2 i domek w lesie - Druga część (z dziewięciu)  przygód zabawnej rodzinki. Czy mieszczuchy sprostają trudom wiejskiego życia? A może uda im się rozkręcić gofrowy biznes? A co jeśli zaatakują ich Indianie? 

Ronja, córka zbójnika - W burzową noc na zamku największego zbója, Matisa rodzi się dziecko, to dziewczynka - Ronja. W tym czasie jeden z piorunów dzieli zamek na dwie części - to znak, że dziecko będzie wyjątkowe.  Z czasem dziewczynka dorasta i uczy się żyć w lesie pełnym Wietrzydeł, Szaruchów  i Pupiszonków. Pewnego razu spotyka Birka, syna największego wroga swego ojca i ratuje mu życie, a potem on ratuje życie jej. Czy przyjaźń będzie mogła się narodzić pomimo od lat pielęgnowanej nienawiści? Autor: Astrid Lindgren; przełożyła: Anna Węgleńska; wydawnictwo: Nasza Księgarnia. Na podstawie książki został nakręcony film, o którym pisałam TUTAJ.

Gałka od łóżka - W czasie wakacji na wsi tjka rodzeństwa: Kasia, Karolek i Pawełek, poznaje współczesną, początkującą czarownicę, pannę Price. Dostają od niej zaczarowaną gałkę od łóżka. Dzięki niej mogą polecieć gdziekolwiek zechcą, także w przeszłość i przyszłość. Chcecie im towarzyszyć w wyprawie na bezludną wyspę, czy do Londynu z czasów polowań na czarownice? Autor: Mary Norton; przełożyła: Irena Tuwim; ilustracje: Marcin Szancer; seria: Mistrzowie ilustracji; wydawnictwo: Dwie Siostry.

Kłopoty rodu Pożyczalskich -  Czy zdarza się Wam, że niektóre przedmioty giną w niewyjaśnionych okolicznościach? To za sprawą tajemniczego rodu Pożyczalskich, którzy żyją w pobliżu ludzi. Przysłuchajcie się dobrze, a może usłyszycie ich głosy pod podłogą, albo uda Wam się jakiegoś zobaczyć, choć to niezwykle trudne, bo Pożyczalscy bardzo dbają, aby nie zostać widzianymi. Jeśli chcecie poznać życie i przygody Strączka, Dominiki i ich córki Arietty, sięgnijcie po Kłopoty rodu pożyczalskich. Autor: Mary Norton; przełożyła: Maria Wisłowska; ilustracje: Emilia Dziubak; wydawnictwo: Dwie Siostry.

A Wy, co czytacie w zimowe wieczory (na szczęście coraz krótsze)? Jakie książki z własnego dzieciństwa czytacie teraz swoim dzieciom? Podzielcie się, proszę, w komentarzach :-)  

środa, 16 grudnia 2015

W krainie emocji / Przygody z książką 3

Na zakończenie tej odsłony Przygód z książką zapraszam do krainy emocji. Doświadczamy ich każdego dnia. Jedne są przyjemne, na inne patrzymy z niechęcią. Wszystkie są jednakowo potrzebne. Warto już od najmłodszych lat poruszać ten temat z dziećmi. Czasem jednak pojawia się w głowie pustka, jak ubrać w słowa to, co chcemy dziecku przekazać? W słowa, które będą dla niego przystępne? Już dawno ludzkość odkryła, że jednym z najlepszych sposobów uczenia jest opowieść, która wcale nie musi być z morałem. 

Wojciech Kołyszko opowiada historie za pomocą słowa i obrazu. Dziecko (a także rodzic) może znaleźć w nich pocieszenie (inni mają podobnie), wyjaśnienie (do każdej książki dołączona jest instrukcja obsługi danej emocji), naukę (sposoby radzenia sobie w określonych sytuacjach).

Każda książka poświęcona jest innej emocji, a sytuacje je wywołujące zostają rozpracowane na wszystkie możliwe sposoby. 

Bohaterami bajek jest sześcioro dzieci: Lwisława, Gryzielda, Hahanna oraz Fignacy, Lirian i Pocoryk, które mieszkają w turkusowym domu. Za każdym razem dwójka przyjaciół (dziewczynka i chłopiec - dzięki temu dzieci obojga płci łatwo mogą się utożsamiać z bohaterami) wyrusza na wyprawę, podczas której odwiedza tajemnicze krainy, spotyka niezwykłe istoty i doświadcza przeróżnych przygód. Po powrocie do domu para bohaterów bogatsza jest o zdobyte doświadczenie i wiedzę, którymi dzieli się z pozostałymi dziećmi. 

Fantazyjne miejsca i postaci, które mogą istnieć tylko w wyobraźni tworzą bezpieczny dystans pomiędzy światem dziecka, a światem bajki, dzięki czemu łatwiej jest rozmawiać o trudnych sprawach, jak np. granice własnego ciała, zły dotyk i prawo do mówienia: nie w bajce Latający śpiwór i maski wstydu. Jednocześnie prezentowane sytuacje są dziecku bliskie. 

Warto je mieć w swojej biblioteczce i wracać do nich na bieżąco. Przy każdym czytaniu dziecko wyłowi to, co aktualnie będzie dla niego najważniejsze. Informacji i sytuacji jest tak dużo, że nie sposób zapamiętać wszystko po jednym przeczytaniu.

***

Opowieści stanowią dla nas inspirację do działania. Nasze zabawy:

1. Rysujemy emocję.
2. Pokazujemy, jak emocja chodzi.
3. Szukamy, jakie dźwięki wydaje dana emocja.
4. Idziemy na spacer po lesie (w domu, tyle że sobie to wyobrażamy) i nagle na naszej drodze widzimy jakąś emocję i co się wtedy dzieje?
5. Szukamy sposobu na wyrażenie złości, który nie krzywdzi, np. drzemy gazety. 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.


***

W serii ukazały się tytuły (w nawiasach podaję wydanie):

Smok Lubomił i tajemnice złości (I) - Złość i smok Lubomił (II)
Zaklęte miasto i sekrety smutku (I) - Smutek i zaklęte miasto (II)
Bawian, Cudanna i pułapki zazdrości (I) - Zazdrość i wyścigi żółwi (II)
Pogromca potworów i magia strachu (I) - Strach i pogromca potworów (II)
Latający śpiwór i maski wstydu (I) - Wstyd i latający śpiwór (II)
Wyspa HopSiup i potęga radości (I) - Radość i wyspa HopSiup (II)

tekst i ilustracje: Wojciech Kołyszko (I)/ Wojciech Kołyszko, Jovanka Tomaszewska (II)
konsultacja psychologiczna: Ewa Wojciszke-Orska
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
wiek: 5-9 (we fragmentach może nawet 3+) 

A także: Garść radości, szczypta złości. Mnóstwo zabawnych ćwiczeń z uczuciami. (tego nie mamy, więc nie mogę ocenić, ale chciałam wspomnieć, że jest coś takiego).
autor: Wojciech Kołyszko, Jovanka  Tomaszewska