Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lutego 2016

Królowa Śniegu - magia teatru

Śniegu nie ma to chociaż wybraliśmy się na Królową Śniegu do Teatru Narodowego. Już sam budynek, wielki i majestatyczny, budzi emocje. Bilety drogie, więc zaryzykowaliśmy wejściówki. Matce przypomniały się czasy krakowskie i czatowanie na najlepsze miejsca ;-) Teraz tą wiedzę o polowaniu na miejsca przekazywałam synowi. Opłaciło się, siedzieliśmy w czwartym rzędzie, bliziutko sceny. Spektakl zaczął się niepostrzeżenie. Światła zaświecone, na widowni szmer rozmów i skrzypienie krzeseł - jeszcze nie wszyscy zdążyli rozsiąść się wygodnie w fotelach, a już słychać z końca widowni głos (początkowo niewyraźny): Zaczyna się! To Zbigniew Zamachowski (Gaduła) pędzi na scenę z walizką w ręce, a za nim dwóch policjantów. Całe szczęście, kiedy policja spostrzegła widownię - odpuściła i  Gaduła mógł nam opowiedzieć baśń. 


Źródło

Przyznam, że zupełnie nie pamiętam oryginału i chyba będąc dzieckiem nie przepadałam za tą baśnią Andersena. 

Tymianka fascynowało wszystko od fabuły po zmiany dekoracji, które bardzo płynnie odbywał się na oczach widzów. Odlatujące w górę wieżowce, jeżdżący po scenie ogród (przy ukłonach z olbrzymich, porośniętych zielskiem kubików wyszli panowie, którzy nimi poruszali, a w zasadzie tańczyli), czy wyłaniająca się spod sceny kryjówka rozbójniczek sprawiały niesamowite wrażenie. Tymianek dziwował się: jak oni to zrobili?

Kaj i Gerda w inscenizacji Piotra Cieplaka są dziećmi ze współczesnego blokowiska. Dopiero, kiedy dziewczynka odważy się wyruszyć w podróż, przed naszymi oczami pojawia się niezwykły, baśniowy świat, w którym kwiaty i zwierzęta potrafią mówić i tańczyć. Wiele śmiechu na widowni wzbudziła postać Pana Wrony zlatujęcego z chmur, który kichał raz po raz rozrzucając przy tym swoje upierzenie.

Królowa Śniegu to opowieść o wytrwałości, odwadze i mocy, która kryje się na dnie serca. Kiedy Gerda dociera na grzbiecie Renifera do Eskimosów, zwierzak prosi czarownicę, aby dała dziewczynce moc, która pozwoli jej wyrwać Kaja z rąk Królowej Śniegu. Wtedy czarownica mówi: spójrz, ona już ma moc. A ta moc to wiara i miłość.

Jeszcze słówko należy szepnąć o odtwórczyni głównej roli, Dominice Kluźniak, która uchwyciła istotę dziecięcego zaangażowania. Nie udaje dziecka, nie popada w infantylizm, reaguje organicznie, jest cała w działaniu, jak dziecko.

Kiedy kurtyna opadła oznajmiając wszem i wobec, że już czas rozejść się do domów, Tymianek zapytał, czy możemy jutro też przyjść. To chyba najlepsza recenzja ;-) Wyszliśmy na zewnątrz i okazało się, że magia teatru nadal działa - na nasze głowy sypał się miękki, biały puch.

W czasie spektaklu naszła mnie jeszcze taka dorosła refleksja. Te lustrzane odłamki, wpadające do oczu, lub te większe, z których produkowano okulary, zniekształcały rzeczywistość, wszystko stawało się brzydsze i gorsze. Czy przypadkiem nas pędzących w zaprzęgu obowiązków dnia codziennego, nie uwierają czasem te odłamki, powodując, że dzieć, który właśnie rozciapał zupę na stoliku, swojej bluzce i bluzce brata oraz swetrze Rodziecielki, jawi się nam jako wysłannik piekieł, którego zadaniem jest generowanie nieprzyjemnych zajęć dla rodziców? Podczas gdy można popatrzeć na niego, jak na uroczego dwulatka, który w kreatywny sposób doświadcza zupy?

Spektakle w tym sezonie: 22,23.03 oraz 23,24.04

Królowa Śniegu Hans Christian Andersen
przekład Bogusławy Sochańskiej

reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Andrzej Witkowski
muzyka: Jan Duszyński
choreografia: Leszek Bzdyl
oprawa dźwiękowa: Paweł Czepułkowski
animacje: Daria Kopiec
projekt inżynierski: Mirosław Łysik
obsada: Ewa Konstancja Bułhak, Beata Fudalej, Anna Gryszkówna, Kinga Ilgner, Dominika Kluźniak, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Anna Markowicz, Wiesława Niemyska, Paulina Szostak, Anna Ułas, Bartłomiej Bobrowski, Karol Dziuba, Robert Jarociński, Waldemar Kownacki, Jerzy Łapiński, Piotr Piksa, Karol Pocheć, Tomasz Sapryk, Przemysław Stippa, Zbigniew Zamachowski

premiera: 17.01.2015

piątek, 27 listopada 2015

Kolorowe sny i zabawy z Pomelo

Małego, różowego słonia, który mieszka pod dmuchawcem nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. On to właśnie zainspirował nas do zabawy. Pomelo i kolory nie jest kolejną zwykłą książką o kolorach, jest książką, która pokazuje, że biel ma różne twarze. Inna jest biel mleka, inna dmuchawca, a jeszcze inna śniegu... każda ma swoją fakturę, temperaturę, ciężar, przeznaczenie... 

Jaki kolor przedstawia powyższa ilustracja? To szara zieleń pleśni ;-)

Po przeczytaniu, zaproponowałam Tymiankowi, że zrobimy zadania i ku mojemu zaskoczeniu zareagował z dużym entuzjazmem (ostatnio słyszałam: Ale mama, ja się teraz bawię). Oto, co z tego wynikło: 

Domowa zabawa ruchowa, pobudzająca wyobraźnię i abstrakcyjne myślenie:

Jak przedstawić kolor za pomocą ruchu? Wyobraź sobie ten kolor. Jaką ma fakturę? Czy jest ciepły? Cy zimny? Duży, czy mały? Jak pachnie? 

Jak się porusza?

Jakie wydaje dźwięki?

A gdyby poszedł na tańce, to jak by tańczył? 

Teraz wyobraź sobie, że idziesz na spacer po lesie. Jest ciepły dzień, pachnie lasem, liście szeleszczą pod stopami. Nagle na drodze widzisz ten kolor, i co się wtedy dzieje? 

Wiecie, że udało m się odgadnąć wszystkie kolory za pierwszym razem oprócz ostatniego. Tymianek wpadł na genialny pomysł i przechytrzył Matkę. Ostatni kolor był: PRZEZROCZYSTY - nie wpadłabym na to. 

***

Pomelo i kolory bywa także pomocny prz udawaniu się na popołudniową drzemkę. Tutaj Lululu (jak o sobie mówi od wczoraj młodszy) zamawia kolorowe sny ;-)












Książki o Pomelo fascynują nie tylko najmłodszych. Za każdym razem, kiedy czytam Lululu, Tymianek się przyłącza. Czasem czyta sam, a czasem bratu. Krótki, zaskakujący tekst oraz duże, proste litery wspomagają naukę czytania najmłodszych czytelników.

Pomelo i kolory
Ramona Badescu, Benjamin Chaud
przełożyła Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2014

czwartek, 19 listopada 2015

"Jak ptaszki studiowały Torę"/Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania

Trwa właśnie Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania organizowany przez Studnię O. Uwielbiam ten festiwal i nie mogło mnie na nim zabraknąć. Jako że  mają też bogatą ofertę wydarzeń dla najmłodszych odbiorców sztuki, zwolniłam dziś Tymianka wcześniej ze szkoły i poszliśmy. 

Tymiankowi najbardziej podobał się obrazek z ptakiem Bar Juchne. To ten biały na kartce, słabo widoczny na zdjęciu.

Jak ptaszki studiowały Torę to bajki i przypowieści pochodzące z Żydowskich bajek z Czerniowców Eliezera Szteinbarga. Dzieci miały okazję dowiedzieć się kilku rzeczy na temat kultury żydowskiej, jak np. co to jest Tora, zobaczyć kilka liter z alfabetu hebrajskiego.

Weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca na poduchach. Artyści stali po bokach i obserwowali wchodzących. Kiedy wszyscy już się usadowili wygodnie, opowiadacze otworzyli bramy do krainy opowieści i wyobraźni. Ożywili słowa bajek, a ich bohaterowie stanęli przed nami i mogliśmy obserwować ich przygody. Czy wiecie, co mówi wrona, kiedy kracze: kra, kra? My już wiemy: czytaj, czytaj! Ptaszki mają swoje własne księgi, są to liście, z których umieją czytać tylko ptaki i malutkie dzieci, które mama karmi piersią. Jeśli znajdziecie jakiś liść podczas jesiennego spaceru, przyjrzyjcie mu się dokładnie i zobaczcie, jaka historia jest na nim zapisana

Cały czas odbywała się wymiana na linii opowiadacze - słuchacze. Wytworzyła się wspólnota, jakiej nie doświadczamy w codziennym życiu. Artyści wciągnęli dzieci w narracje, które z biernych widzów zamieniły się we współtwórców opowieści.

Opowiadaczka, Beata Frankowska, pokazywała dzieciom plansze z dziwnymi znakami. Jak się dowiedzieliśmy pochodzą one z alfabetu hebrajskiego. Każda litera stanowiła początek opowieści, ale zanim historia się rozpoczęła dzieci przyglądały się im i mówiły z czym im się kojarzą kształty znaków. Odpowiedzi były przeróżne, jeden znak budził wiele skojarzeń, np. stół i basen,inne litery to drzewa, gałęzie, statek z żaglem, albo parowiec, talerz i łyżka, krzesło i wiele, wiele innych. Utworzyły prawdziwą studnię opowieści. 

Tymiankowi najbardziej spodobała się bajka o feniksie, który wykluwał się z jaja i stawał się olbrzymim ptakiem, większym nawet niż słoń. Kiedy był już tak wielki, że większy nie mógł się stać, zaczął powoli maleć, kurczyć się, by stać się drobnym niczym okruszek i spłonąć. Jeśli chcecie wiedzieć, jaki skarby skrywa popiół po feniksie, albo poznać talmudycznego ptaka Bar Juchne, koniecznie wybierzcie się na Jak ptaszki studiowały Torę (niestety już nie w ramach festiwalu).

Ale na tym nie koniec aktywności dzieci. Podczas przypowieści o arce i zwierzętach, które chciały się nie niej schronić, Jarek Kaczmarek zaprosił na scenę słuchaczy, którzy współopowiadali fragment historii. 

Nauczyliśmy się też piosenki, która stanowiła refren pomiędzy bajkami. Towarzyszyła nam muzyka akordeonu (Robert Lipka) oraz gitary (Jarek Kaczmarek). Wyszliśmy z tej ptasiej krainy opowieści całkiem rozśpiewani. 

Potem nie było już tak kolorowo, akurat jak wysiedliśmy z autobusu rozpętała się straszliwa ulewa, a wiatr targał parasolkę na wszystkie możliwe strony. Mniej więcej po trzydziestu sekundach tego uroczego spaceru byliśmy mokrzy od stóp do głów. Gdy udało nam się dotrzeć do domu, kapało z nas, jakbyśmy właśnie wykąpali się w pobliskim jeziorku. Tymianek zażyczył sobie moczenie nóg w gorącej wodzie. A na rozgrzewkę od wewnątrz zrobiłam napój imbirowy (imbir + cytryna + miód). Mam nadzieję, że nie przypałęta się do nas żadne choróbsko. 

Festiwal trwa do niedzieli (22 listopada) jeszcze macie okazje posłuchać niesamowitych opowieści, zajrzyjcie na stronę festiwalu TU

niedziela, 18 października 2015

Fabryka czekolady i cienie wstydu/Emocje pod lupą

Wkłada na głowę czapkę niewidkę i podąża za nami niezauważony przez nikogo. Czasem nas chroni, a innym razem uprzykrza życie. Bohaterem sobotniego spotkania z bajką w Stowarzyszeniu W Stronę Marzeń był Wstyd. Wspólnie z dziećmi zastanawialiśmy się, kiedy się wstydzimy i co się wtedy dzieje z naszym ciałem. Co ważnego ma nam do powiedzenia? Przed czym nas ostrzega? Kiedy chroni nas, pomagając nam się dostosować do sytuacji? A kiedy podcina nam skrzydła? Czy zawsze warto robić to, co dyktuje nam wstyd, czy czasem dobrze jest zostać przy sobie mimo narażenia się na wyśmianie, krytykę ze strony innych. Bajkowa wycieczka do fabryki czekolady dostarczyła nam wielu emocji i pomogła zmierzyć się z trudnymi sytuacjami.

Wstyd często powoduje, że mamy ochotę zniknąć. Szukaliśmy różnych sposobów na zniknięcie. Dzieci tak dobrze się schowały, że została pusta sala. Na szczęście nie na długo. Każdy znalazł sposób na to, aby się pojawić. 

Na koniec robiliśmy talizmany, które mają za zadanie wspierać dzieci i przypominać im, że są wyjątkowe i wartościowe. Praca plastyczna dostarczyła tyle samo frajdy najmłodszym, co ich opiekunom.



 

środa, 29 października 2014

Baśniowy wzorzec: Królewna/Przygody z książką

Dzisiejszy post nietypowy, bo niestety nie przeprowadziliśmy warsztatu. Czasem tak się zdarza, że dziecko nie chce współpracować, albo chce, żeby mama wreszcie pobawiła się z nim klockami w zabawę, którą on wymyśli. Cóż było robić.



Dlatego dziś będzie refleksyjnie. Od jakiegoś czasu zagłębiamy się  powoli w baśnie. Wcześniej omijałam je szerokim łukiem, teraz myślę, że Titi powoli dorasta do tego typu pozycji. Zanurzam się w świat baśniowy też ze względów zawodowych, fascynuje mnie kultura opowiadania, ustne przekazywanie tradycji poprzez bezpośredni kontakt opowiadającego z odbiorcą. Nachodzą mnie pewne refleksje (nie odkrywcze), dotyczące postaci kobiecych w tradycyjnych podaniach. Jak już ta księżniczka, czy inna królewna, nie czeka uwięziona, czy uśpiona na przybycie księcia na białym koniu, pocałunek miłości, czy inne takie, to i tak jest postacią, która ma być uległa, pokorna, której nie wolno tupać nogą, a jak już tupnie, to w pewnym momencie jej  chęć samostanowienia o sobie zostanie ujarzmiona i okiełznana przez patriarchat. Zadanie baśni polega z grubsza na tym, aby zaprezentować wzorce postępowania (zazwyczaj są dwa typy bohaterów pozytywni i negatywni) i wspierać te pożądane przez dane społeczeństwo, aby pomóc w pokonywaniu życiowych trudności i dokonywaniu słusznego wyboru. Zaczęłam się zastanawiać, czy tradycyjne baśnie nie uległy dziś dewaluacji, czy nie prezentują wzorca, który jest sprzeczny z kierunkiem, w którym zmierza współczesne społeczeństwo. Owszem mamy psychologiczną interpretację Clarissy Pinkoli Estes, ale mam wrażenie, że to ciągle jest nisza. Zadaję sobie pytanie, czy czytać baśnie z dzieckiem, co w sytuacji kiedy opowieść jest piękna i fascynująca, ale płynąca z niej nauka sprzeczna z tym, co chciałabym przekazać dzieciom. I przyszły mi do głowy dwa pomysły. Pierwszy: w punkcie kulminacyjnym, kiedy bohater ma dokonać wyboru, zostawiamy formę otwartą, tzn. dziecko decyduje, jaką ścieżką podąży postać, a my dopowiadamy dalszy ciąg (jeśli wybór jest inny niż ten zapisany przez tradycję - wymyślamy, jeśli zgodny czytamy dalej, a może dziecko będzie chciało przetestować kilka dróg - można się wtedy wspólnie zastanowić nad konsekwencjami decyzji). Tak sobie myślę, że takie podejście będzie wspierało u dziecka branie odpowiedzialności za własne życie i podejmowane decyzje, a nie bierny determinizm. Będzie bodźcem do zastanowienia, co jest dla mnie (dziecka) ważne i jakie są moje wartości. Drugi: to przeczytanie baśni do końca i rozmowa, powiedzenie, co mnie - mamie się nie podobało, jakie są moje wartości, nazwanie tego, co się wydarza. 

Trzy propozycje:

O królewnie czarodziejce  Józefa Ignacego Kraszewskiego, ze zbioru Cudowna studzienka. Baśnie polskie, który opracowała Joanna Papuzińska, a zilustrowała Elżbieta Wasiuczyńska, wydany przez wydawnictwo Media Rodzina. W skrócie: królewna nie chce wychodzić za mąż, ale ojciec tak postanowił, więc dziewczyna próbuje się wymigać (pisząc brzydko). Mimo licznych czarów, musi za królewicza/czarownika się wydać. Upokorzona, przegrywa. Choć dla mnie osobiście uczciwość zwycięstwa czarownika jest niejednoznaczna. Dziewczyna postawiła warunek, że zostanie jego żoną (skoro musi) dopiero wtedy, gdy schowa mu się siedem razy, a on ją siedem razy znajdzie. Ale królewicz podglądał, albo ktoś mu podpowiadał. Rola królewny/kobiety taka, że chce czy nie chce, jej droga życiowa zawsze jednakowa. Smutne to dla mnie, choć opowieść piękna i warto, aby żyła.





Jednak chyba nie tylko mnie ten wzorzec kulturowy w oczy i serce kole. Coraz częściej można spotkać uwspółcześnione wzorce starych ról kulturowych, przepisanie baśni na nowo. Chciałam podzielić się dwiema propozycjami.

,Biała księżniczka i Złoty Smok Petry Finy, ilustrowała Mari Takacs, wydawnictwo Namas. Całość zanurzona jest w tradycji chińskiej. Swoją białą skórą, dziewczyna budzi odrazę w zalotnikach i nikt się nie chce z nią ożenić. A wiadomo, że dla księżniczki to największa hańba. Więc księżniczka Bai wyrusza w podróż ze swym przyjacielem Złotym Smokiem. Jednak nigdzie nie jest akceptowana taka, jaką jest. A kiedy już znalazł się młodzieniec, który z wielką radością chciałby się z nią ożenić, okazało się, że cena jaką miałaby zapłacić dziewczyna za to małżeństwo była bardzo wysoka. Biała księżniczka wybiera inną drogę, ma inny pomysł na realizację siebie, zostaje Białym Smokiem i sprawuje rządy nad powietrzem i duszami. To ona wypiera z nich ciemność i wypełnia niebiańską jasnością. Uchodzi za najpiękniejszego ze smoków, o urodzie tak wielkiej, że gdy przelatuje obok, każdego przenika dreszcz zachwytu i tęsknoty. 





Kiedyś prowadziłam teatralne warsztaty podwórkowe na warszawskiej Pradze i przeczytałam dzieciakom tą opowieść. Były zachwycone i ja również, że udało mi się przemycić inny wzorzec i pokazać im, że książki też mogą być fascynujące. Potem bawiliśmy się inspirując się opowieścią. 
1.  Wymyślanie, jak się przemieszczają smoki (jeden nawet jeździł na motorze), jak wykonują swoje zadania (czerwony - strażnik ognia i serc, w których rozpala miłość bądź nienawiść; błękitny - opiekuje się wodami i mową, z której wypłukuje przekleństwa i napełnia czystymi słowami; złoty - sprawuje pieczę nad ziemią i sensem, sadzi w umysłach nowe myśli, a stare, popsute plewi).
2.  Na dany sygnał zmieniamy smoka. To ćwiczenie uczy uważnego słuchania i reagowania.
 3. Narysowaliśmy kredą na asfalcie duże koło i podzieliliśmy na  cztery części. Każda część odpowiadała jednemu żywiołowi - dzieci miały dużo radości z rysowania:
  •  pokazywanie żywiołów za pomocą ciała - odpowiedni żywioł na danym polu;
  • zmiana żywiołu na sygnał;
  • zmiana żywiołu inicjowana przez dzieci.
4. Zabawa w dwór królewski. Księżniczka i dworzanie. Kiedy dworzanie są w zasięgu wzroku księżniczki kłaniają się i uśmiechają, kiedy znikają jej z pola widzenia - wyśmiewają ją. To ćwiczenie z jednej strony na uważność i obserwację (przejścia były bardzo dynamiczne i każda pomyłka lub prawie pomyłka budziła śmiech), z drugiej dotykamy kwestii tolerancji i inności - każdy miał okazję być w roli wyszydzanej księżniczki.  

Książka przepięknie zilustrowana, tekst napisany językiem poetyckim, dlatego wydaje mi się za trudna dla małego przedszkolaka. Czytałam ją dzieciom w wieku około 6-11 lat. 

Królewna w koronie Marii Ewy Letki, zilustrowana przez Marię Ekier, wydana przez Agencję Edytorską "Ezop". To kolejna propozycja, ponownego napisania mitu o królewnie. Tutaj dziewczyna spotyka złą czarownicę, która nienawidzi szczęśliwych ludzi i rzuca na nią czar. Królewna staje się bardzo malutka i zostaje uwięziona w swej koronie, która nie zmieniła rozmiaru. Początkowo wylewa może łez, ale szybko się ogarnia i wcale nie czeka na królewicza, który ją oswobodzi i zabije złą wiedźmę. Bierze życie w swoje ręce i choć nie może zmienić okoliczności, w których się znajduje, uczy się, jak w nich żyć i czerpać radość z tego, co ma w zasięgu ręki. Szybko zdobywa przyjaciół, którzy pomagają jej przetrwać. Sama jest kowalem własnego szczęścia. Kiedy czarownica spostrzega, że dziewczyna jest radosna, zmienia ją ponownie w coś innego i tak zmienia ją bez końca, bo królewna, jak na królewnę nie przystało, szybko odnajduje się w nowej sytuacji i w żaden sposób nie można zabić w niej radości życia i chęci przetrwania. Czarownica złościła się, bo chciałaby zamienić królewnę w siebie, ale chociaż była bardzo biegła w czarach, tego nie potrafiła zrobić. 




 
A Wy, co sądzicie o  tradycyjnych wzorcach kulturowych zawartych w baśniach? Znacie przykłady tradycyjnych, lub uwspółcześnionych baśni, w których ten wzorzec jest inny od tradycyjnego?
Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką.
KLIK
Zajrzyjcie też na inne blogi KLIK.

Na kolejny wpis zapraszamy 12 listopada.

poniedziałek, 27 października 2014

"A to Polska właśnie" / Stanisław Wyspiański / Dziecko na warsztat II edycja

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest Stanisław Wyspiański, który tworzył na płaszczyźnie malarskiej oraz literackiej/teatralnej. Dla mnie twórczość Wyspiańskiego jest doskonałym materiałem do rozmów o Polsce, o Polakach. Wiele wątków jednak pozostało nietkniętych, bo w moim odczuciu są zbyt skomplikowane dla pięciolatka. Moją intencją nie było zapoznanie się ze wszystkimi niuansami Wesela, a zaszczepienie miłości do wiersza polskiego, do twórców, którzy stawiają trudne pytania, do twórczości, która jest bardzo różna od tej, która otacza nas w naszej codzienności, którą spotykamy za każdym rogiem, na półkach sklepowych, w telewizji, radiu. 


Źródło


Do tematu Polski podeszliśmy dość luźno. Podążyłam za skojarzeniami: Wyspiański, Wesele, rozbiory. Jaka była Polska czasów Wyspiańskiego? Gdzie była, kiedy jej nie było  na mapie? Polska to serce, jak mówi Poeta do Panny Młodej. W dużym skrócie - Polska to język, dopóki jest pielęgnowany, dopóki ludzie go używają - istnieje. Język jest nośnikiem tradycji. Tekst Wesela  eksponuje jego piękno i bogactwo, jest bardzo rytmiczny, muzyczny. To on stanowi serce naszego warsztatu. I choć na język przewidziany jest oddzielny warsztat, dla mnie stanowi on serce Polski, bo Polska przede wszystkim to ludzie. Świadczy o tym bogata twórczość innych artystów Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Chopina..., przepełniona tęsknotą za krajem ojczystym. Jedyne, co mogli zabrać ze sobą na obczyznę, to wspomnienia i polska mowa.

Czytamy Wesele - rytm i piękno polskiej mowy
Przeczytałam synkowi fragment Wesela Stanisława Wyspiańskiego (na dole wpisu można go znaleźć) i poprosiłam o rysunek. Oto jaki powstał potwór: szyję ma na głowie, a brodę tam, gdzie ludzie mają czoło. Obok stoi chłopiec w piżamie i się boi. Te małe postacie to dwóch Archaniołów (jeden chłopca, drugi stwora), którzy ze sobą walczą.



Odszukaliśmy w internecie postacie Wernyhory i Zawiszy Czarnego, powiedzieliśmy sobie kilka słów na ich temat.


W naszej zabawie skupiliśmy się w dużej mierze na fragmencie Wesela. Czytałam, odśpiewywałam, skandowałam, wybijałam rytmicznie tekst. Titiemi bardzo się podobało i co jakiś czas przychodził i prosił, żeby mu poczytać. Wkrótce osłuchał się z tekstem i zaczął się włączać. Z wielkim zdziwieniem stwierdziłam, że zna fragment lepiej niż ja i kiedy się pomylę, poprawia mnie :-).  Bawiliśmy się tekstem Wyspiańskiego na różne sposoby: 
- z lękiem oczekiwaliśmy nadejścia strasznego potwora (pierwsze skojarzenie Titiego), 
- oczekiwaliśmy go z niecierpliwością i radością,
- wygłaszaliśmy tekst jadąc konno, tętniąc i pędząc
- śpiewaliśmy delikatnie i porywczo, 
- wybijając rytm, 
-improwizowaliśmy, co nam w danym momencie w duszy grało. 
 Odkryliśmy przy okazji zabawy, że znaczenie słów w dużej mierze zależy od sposobu, w jaki je wypowiadamy. Budowaliśmy w sobie otwartość na zmiany, na poszukiwanie, na organiczne reagowanie. Zabawa wymagała także uważności i wzajemnego słuchania. Fragment, na którym pracowaliśmy był dość długi, dlatego też wzięłam na siebie rolę dyrygenta. Zaczynałam mówić tekst i w różnych momentach wskazywałam na Titiego (on przejmował pałeczkę i mówił dalej). Bez śmichów chichów, ale za to z dużą uważnością i zaciekawieniem. Czasem, kiedy Titi rysował, albo się bawił prosił, żebym mu poczytała Wesele.

W naszych zabawach uczestniczył też młodszy synek (jedenastomiesięczny). Zauważyłam u niego wrażliwość na puls wiersza. Kiedy wypowiadaliśmy go rytmicznie, synek podskakiwał do rytmu. Zaczęłam wtedy wybijać dla niego rytm na "podnóżku" niczym na bębnie i wtedy dołączył do mnie, też wyklepywał rączką rytm. Tak sobie myślę, że takie zabawy z wierszem pewnie świetnie wspierają rozwój mowy u maluszków (i nie tylko), oswajają z rytmem i melodią języka, a u starszych dzieci poszerzają słownictwo, pokazują, że w ramach jednego języka, mogą istnieć jeszcze inne - gwary.

Teatr skarpetkowy
Przeznaczeniem teatru jak dawniej tak i teraz, było i jest, służyć niejako za zwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno. To cytat z Hamleta, który poeta umieścił, jako dedykację dla aktorów w Studium o Hamlecie. Teatr w czasie zaborów również stanowił miejsce, kultywowania i wspierania tradycji narodowej, jednoczenia ludzkich serc. Wyspiański pisał dla teatru i my też postanowiliśmy przygotować przedstawienie. Tyle że nie poszło to po mojej myśli, trudno. Zamysł był taki, żebyśmy wykorzystali fragment Wesela, którym wcześniej się bawiliśmy. Syn się jednak zbuntował i powiedział, że albo Jaś i Małgosia, albo on nie robi przedstawienia. Cóż było robić... To jest chyba ważny temat, bo już któryś raz ta bajka powraca w naszych zabawach, zupełnie przeze mnie nie zapraszana.

Poniżej nasi skarpetkowi aktorzy. Do ich wykonania potrzebne są skarpetki, guziki, piórka, dzwoneczki i różne inne ozdoby. Naciągnęliśmy skarpetki na wypełnione wodą półlitrowe butelki, które tworzyły manekiny, ułatwiające naszywanie elementów.



 
Mapa
Studiowaliśmy mapę Polski "od premiera", która dotarła do nas w czasie pracy nad warsztatem. Zobaczyliśmy, gdzie jest Kraków (miasto, z którego pochodzi bohater naszego dzisiejszego warsztatu), a gdzie Warszawa. Dowiedzieliśmy się, że kiedyś Polski nie było na mapie, że była pod zaborami. Spędziliśmy pochyleni nad nią sporo czasu.


 
Wycieczka do Muzeum Narodowego Byliśmy w Muzeum Narodowym w Warszawie w celu kontemplowania prac Wyspiańskiego. Przez muzeum przeszliśmy, jak burza. Obrazy Wyspiańskiego - poza autoportretem - pozostały w zasadzie niezauważone. Co innego Matejko. Okazuje się, że Bitwa pod Grunwaldem dla chłopaka, to jest coś! No więc kontemplowaliśmy, jak Polacy odnieśli zwycięstwo nad Krzyżakami. A że dzisiejszy wpis ma dotyczyć kraju ojczystego, a że Matejko nauczycielem Wyspiańskiego był, a w bitwie walczył Zawisza Czarny - Rycerz z dramatu, to aż tak bardzo nie zboczyliśmy z tematu. Obok wisiał Stańczyk (kropka w kropkę, jak ten na zdjęciu z krakowskiego przedstawienia z 1901 roku).

Zrobiliśmy witraże. Miała to być Bitwa pod Grunwaldem. Zabarwiliśmy wodę w miseczkach kolorową bibułą. Za pomocą pipety Titi nanosił kolorową wodę na tkaninę. 







Poniżej zawieszone w oknie kuchennym.





Do zabawy ruchowej zainspirował nas Chochoły. Najpierw wyjaśniliśmy, co to takiego. A potem staramy się tak powyginać nasze ciała, jak chochoły na obrazie. 

 
Źródło


Oglądaliśmy dostępne w internecie zdjęcia zielnika Wyspiańskiego i Titiemu bardzo się spodobały. Pomysł był, abyśmy zrobili własny, ale się nie przebił. Przynosiliśmy z parku różne okazy, ale zazwyczaj pojawiała się wtedy na horyzoncie bajka do oglądania... Pomyślałam sobie, że czasem mniej znaczy więcej, co nie znaczy, że z tematu rezygnujemy, pewnie pojawi się już poza DNW. 


Fragment Wesela, który użyliśmy w zabawie:
Słuchać, słuchać, co to być ma?

Ma być słychać tętent, pęd.

Tętent konia.
              
    Kto przyjedzie?

Nie tu, ale na gościniec
wjedzie stary lirnik siwy.

Wjedzie stary Wernychora!?!

I przeżegna lirą niwy - 
wtedy trzeba się pokłonić,
potem siąść na koń.
                    
                I gonić!

Nie wiem - potem co - tajemno -
potem świt...

                   Jeszcze mrok, ciemno.
Jeszcze świt daleki, z dala
łuna zorna się zapala,
świt...

(...)

Słuchać!

           Słuchać!
                      
                      Słuchać -
                             
                                   Cóż...?

Jakiś pęd, ile mój słuch -
szedł lecz wplątał się w sad grusz;
drzewa go więżą.

                      Brzęk much,
nad malw badyle suche
brzęczy przedranny szum.


(...)


                           Bracie Duch!

Natężać, natężać słuch.

Rany Boskie, słyszę! 

                           Kaj?

Hań, daleko, słyszę.

                           Gdzie?!

Spadły liście suche z drzew.

Ustał przecie wiatru wiew.

Zerwały się wrony dwie 
ze sadu.

          Z ogrodu w sad.

Zajść do pola!

                  Cicho!

                         Cyt!

Może i słychać co - ?

                            Świt!

Słychać, słychać...

                          Wielki Duch!
Wytężać, wytężać słuch.
Słychać.

          Cicho!

                 Pędzi ktoś.

Zosiu, Zosiu, Boga proś,
jedzie!

         Tętni!

                 Jedzie!

                          Goni!

Będzie ze sta, do sta koni.

Tętni.
       
       Jedzie.
  
               Dudni.

                       Pędzi.

Cicho - świta, świta, zorze!
Prawie widno - to On - Boże!
On, On - cicho - Wernychora. - 
W pokłon głowy, prawda żywa,
Widmo, Duch, Mara prawdziwa.

Świtanie na lutniach gędzi...

Tętni.

       Jedzie.

                Tętni.

                     - Pędzi.

(...).

Wpis powstał w ramach projektu Dziecko na warsztat II edycja.  


KLIK
Sprawdźcie, jakie wybitne osoby poznawały rodziny biorące udział w projekcie.

poniedziałek, 29 września 2014

II edycja DNW: Teatrzyk o Królu, Syrence i Bazyliszku, rzecz się dzieje na Błoniach Kamionkowskich

Kiedy zgłosiliśmy się do II edycji Dziecka na warsztat, byliśmy na przedłużonych wakacjach u dziadka na wsi. Tak bardzo zapaliliśmy się do pracy, że z rozpędu zaczęliśmy badać okolice, w których w tamtym czasie się znajdowaliśmy. Dzisiejszy warsztat dotyczy właśnie środowiska lokalnego, a jego tematem przewodnim jest: legenda / opowieść / historyjka / bajka.



II edycja DNW
 1. Wycieczka
Wybraliśmy się Kruszyny, celem był tamtejszy pałacyk. Jechaliśmy w ciemno. Od lat bowiem teren pałacu i przylegającego parku był ogrodzony i nic nie dało się zobaczyć. Na miejscu czekała na nas niespodzianka. Brama była otwarta na oścież. Widniały na niej, co prawda tabliczki Zły pies i Wstęp wzbroniony. Przez dłuższą chwilę staliśmy na progu i wahała się: wchodzić / nie wchodzić. W oddali widać było robotników. Ciekawość jednak zwyciężyła. Przeszliśmy główną aleją w stronę wejścia. Nad nami wysoko górowały korony drzew. A przy pałacu praca wre. Zagadnęliśmy jednego z pracowników. Okazało się, że zmienił się właściciel, który chce wyremontować pałacyk, że pewnie będzie tu jakaś restauracja, może muzeum i że wreszcie będzie można go zwiedzać. Nareszcie, bo od wielu lat to raczej ruina nie pałac. Wszystko zostało zdewastowane rozkradzione, nawet zdobienia elewacji wokół okien. A w swojej przeszłości był jednym z ważniejszych punktów na mapie Polski. Zbudowany w stylu barokowym, jako siedziba warowna przez Kacpra Denhofa. Gościli w nim nawet królowie, Władysław IV Waza, Jan Kazimierz, tutaj także odbyły się uroczystości weselne po ślubie Michała Korybuta Wiśniowieckiego z Eleonorą Marią, córką cesarza austriackiego Leopolda I, a Jan III Sobieski przyjmował posłów austriackich proszących o odsiecz. Na terenie obiektu znajduje się Kaplica Sobieskiego. 
Źródło
Źródło

I jak to z pałacami zazwyczaj bywa jest też legenda - bardzo smutna i tragiczna. O tym jak syn Kacpra Denhofa zakochał się w wiejskiej dziewczynie, ale jego ojciec nie pochwalał związku syna, który ponoć odrzucał dwórki, które ponoć miała mu podsuwać królowa. Aby uniknąć mezaliansu, Denhof zlecił podpalenie domu dziewczyny, która spłonęła. Zrozpaczony syn targnął się na swoje życie. Inna wersja mówi, że zastrzelił go własny ojciec, gdyż wziął go za ojca dziewczyny spieszącego z zemstą. Potem przez wiele lat pokutował, w skład zespołu pałacowego wchodzi Pustelnia Denhofa. A w połowie drogi pomiędzy Kruszyną, a Borownem (wieś, z której pochodziła dziewczyna) w szczerym polu stoi i niszczeje kolumna z piaskowca (wzniesiona przez Denhofa). 
Zdjęcie robione z samochodu, Titi nie chciał wysiąść.

Smutno, że takie obiekty w Polsce niszczeją, że nikt o to nie dba.

2. Warszawa - wierszyki
Po przyjeździe do Warszawy zajęliśmy się naszym podwórkiem. 

W kosmosie jest taka planeta, co się nazywa Ziemia.
A na Ziemi jest taki kontynent, co się nazywa Europa.
A w Europie jest taki kraj, co się nazywa Polska.
A w Polsce jest takie miasto, co się nazywa Warszawa.
A w Warszawie jest taka dzielnica, co się nazywa Praga.
A na Pradze jest taka dzielnica, co się nazywa Grochów. 
A na Grochowie jest taka ulica, co się nazywa Międzyborska.
A na Międzyborskiej jest taki dom, w którym mieszka Titi.

Wierszyk szkatułkowy porządkuje nam pojęcia, czasem Titiemu zdarza się powiedzieć, że skoro Polska leży w Europie, to Europa w Polsce. 


Drugie opowiadanie przybliża historię Parku Skaryszewskim, który jest celem licznych naszych spacerów. Mówiąc go angażowaliśmy też ciało. Poszczególnym słowom, lub zdaniom odpowiadały określone gesty.

Dawno, dawno temu Kamionek nie był osiedlem (dłonie obok siebie, wnętrzem do góry) 
i nie przynależał do Warszawy. (dłonie rozdzielają się) 
Był wsią o nazwie Kamień. (jedna ręka do góry, zaciśnięta w pięść, jak kamień)
Wieś Kamień leżała po prawej stronie (prawa ręka pokazuje prawą stronę)  Wisły, (obie ręce pokazują płynącą rzekę)
kto chciał się przeprawić na Solec, stąd właśnie wyruszał łodzią. (jedna dłoń tworzy łódź, druga pasażera, ręce wykonują ruchy, jakby łódka płynęła przez fale)
Pewnego razu, gdy w Polsce zapanowało bezkrólewie, na łąki Kamienia (ręce zataczają łuki od środka na zewnątrz, pokazując obszerne łąki) 
zjechali panowie szlachta (całe ciało jedzie konno, lub same palce np. po blacie stołu)
aby spośród kandydatów wybrać króla. (ręce pokazują koronę na słowie: króla)
Królem został Francuz Henryk Walezy. (ręce pokazują koronę na głowie)
Wiele lat minęło. (obszerny ruch rąk)
Wieś Kamień włączono do Warszawy (jedna dłoń zaciśnięta w pięść otwiera się i łączy się z drugą dłonią, wnętrzem do góry) 
i tak powstała dzielnica Kamionek. 
Na łąkach Skaryszewa posadzono drzewa i krzewy (dłonie sadzą)
zrobiono wodne kanały (dłonie pokazują kanały)
i tak powstał Park Skaryszewski, do którego dziś chodzimy na spacery i plac zabaw. (dłonie tuptają paluszkami)

Ku mojemu zaskoczeniu opowiadania stworzone przeze mnie w akcie radosnej twórczości bardzo się Titiemu spodobały i teraz często prosi mnie, aby mu opowiedzieć. Wspólnie pokazujemy gesty i jest przy tym sporo śmiechu. 

3. Czytamy 
Sięgnęliśmy po książkę mojego dzieciństwa, którą przywiozłam jakiś czas temu od mojej babci, Legendę o tarczy i mieczu Hanny Łochockiej, wydanej w serii Poczytaj mi mamo. Książeczka budzi wspomnienia, na pierwszej stronie widnieje wpis od mojej wychowawczyni z zerówki. Przeczytaliśmy także Legendę o warszawskim Bazyliszku Wandy Chotomskiej.

4. Teatrzyk
 Na koniec postanowiliśmy wystawić sztukę teatralną, w dużej mierze improwizowaną. Stworzyliśmy aktorów. Titi rysował i ozdabiał bohaterów spektaklu. Ja wycinałam i usztywniałam naklejając na tekturę. Następnie przyklejaliśmy postacie do butelek wypełnionych wodą, żeby były bardziej stabilne. Oto oni:

Król Henryk Walezy
Ma taką minę, bo wie, że ma wrogów.

Szlachcianka
Szlachcic
Jest smutny i płacze, bo nie został wybrany królem.

Szlachcic
Ma usta ułożone w dzióbek, bo dmuch z niezadowolenia. Też chciał zostać królem.

Rycerz

Jest uśmiechnięty, bo lubi być wesoły.

Syrenka
Bazyliszek
 Bazyliszek zyskał dodatkowe właściwości. Nie zamieniał ludzi w kamień spojrzeniem, ale kąsał. Jeśli ukąsił raz, człowiek zamieniał się w wiadro, które przecieka. Jeśli ukąsił bardzo szybko dwa razy, zamieniał się w przeciekające wiadro, a wieczorem w kamień i tak w kółko.

Scenografia
Te czarne kółka to kopce krecie.

Muzyka
 


Skrócona fabuła spektaklu przedstawia się mniej więcej tak:
 
Na łąki Kamienia przybywają szlachcice, by wybrać nowego króla. Zostaje nim Henryk Walezy. Wszyscy dają mu prezenty. Ale na uroczystości koronacji pojawia się jeszcze ktoś: Bazyliszek. Czy uda mu się obalić króla i jego dwór? Z pomocą przychodzi Syrenka Warszawska.










Oto blogi biorące udział w projekcie. Zobaczcie sami, jak z tematem środowiska lokalnego zmierzyły się inne rodzinki!