Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

"Lulabajki"- pod puchatą kołderką dźwięków i poezji

Gdy mama skończy czytać baśnie,
Gdy światło już w pokoju zgaśnie,
Gdy ćmy rozwiną swoje skrzydła,
...

Lulabajki - otulają puchatą kołderką dźwięków, bawią i śmieszą do bólu brzucha. 



Któregoś szarego, styczniowego popołudnia chłopcy dostali płytę z księżycowymi kołysankami. I od tej pory słuchamy... mozaiki różnych nastrojów: śmiechu, magii, zabawy, zadumy, zaciekawienia, spokoju... ułożonych w doskonały wzór.

Płyta niezwykła, zaspokaja jednocześnie moją potrzebę krzewienia kultury  oraz potrzebę szalonej zabawy Tymianka i Pana Loczka vel Lulu.

Twórcy traktują młodego odbiorcę poważnie, zabierają go w rejs po morzach poezji i oceanach dźwięków. Dzieciaki poznają Pana Księżyca, który przemierza nocne niebo z workiem pełnym gwiazd, staną oko w oko z nocnymi strachami, pożeglują z chłopcem na srebrnym księżycu, posłuchają puchatych rozmów, jakie toczą cztery sowy... Obok tekstów pisanych specjalnie na tą płytę znajdziemy też utwory klasyków, Adama Asnyka, Włodzimierza Słobodnika czy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. 

U nas hiciorem jest: duchy jedzą kluchy! Zdanie w sam raz do wypowiedzenia dla dwulatka i w sam raz do wywołania niepohamowanego śmiechu u prawie siedmiolatka. Chichrają się obaj - o spaniu nie ma mowy! 

Nie liczcie, że płyta rozwiąże kłopoty z zasypianiem ;-). Raczej rozochoci małych psotników do dalszych figli.

Płyta wydana jest przepięknie, dołączono do niej książeczkę z tekstami utworów, sami popatrzcie:






Nawet sowa sowie nie opowie
Co opowiem Ci ja
Pod powieką snem przykrytą
Kryje się wspaniały świat

Teatr CHOREA
Lulabajki
śpiewają Dzieci, Natalia Przybysz i Wielki Chór Młodej CHOREI


niedziela, 14 lutego 2016

Spotkanie - koncert Ani Brody

Koniec ferii, więc od jutra pewnie będzie nam towarzyszyć: Szybko zbudź się, szybko wstawaj... 

To tekst jednej z piosenek Ani Brody. Dziś umilaliśmy sobie ostatnie chwile wolnego, właśnie na jej koncercie, który odbył się w Tarabuku

Źródło
Koncert był kameralny, w kawiarni. Dzieci siedziały na dywanie i na poduszkach. Zanim się rozpoczął, byliśmy świadkami strojenia instrumentu. Chwila pomiędzy przedstawieniem, a prywatnością - moment przejścia. 

Dowiedzieliśmy się kilka rzeczy o cymbałach. Pochodzą z Persji i zostały wymyślone przez matematyków. Początkowo grano na nich długimi piórami, dziś używa się do tego pałeczek (które przypominają np. okulary, albo wąsy, mogą też być rogami, albo anielskimi skrzydłami...). Cymbały mają bardzo dużo strun, a każda z nich wydaje dwa dźwięki. 

Między sceną, a widownią trwał nieprzerwany dialog. Dzieci współuczestniczyły w tworzeniu koncertu, co tworzyło atmosferę spotkania połączonego z wymianą darów. Jestem pod wielkim wrażeniem uważności, wrażliwości, kreatywności Ani Brody, która to dawała się ponieść muzyce, to szefowała grupie ruchliwych dzieciaków, czujna na sygnały od nich płynące. Na scenie leżała tajemnicza walizka, przywieziona przez artystkę specjalnie na to spotkanie. Niestety, okazało się, że kluczyk do niej został u Ani Brody w domu na stoliku. I co teraz? Z pomocą przyszły dzieci, które przecież znają mnóstwo magicznych zaklęć. I udało się ją otworzyć! A w środku... instrumenty: tamburyny, grzechotki, dzwonki, gong, kalimba, trójkąty. Zaśmiały się dziecięce oczy, a rączki wyciągnęły po te niezwykłe przedmioty wydajęce dźwięki. Na koniec każdy (kto chciał) mógł spróbować, jak się gra na cymbałach. Lulu (lat dwa) był bardzo podekscytowany, to w ogóle taki typ wrażliwy na muzykę. Ania Broda ułożyła mu paluszki na pałeczkach i grał niczym profesjonalista ;-). Kiedy inni próbowali, stał przy instrumencie i paluszkami przebierał po strunach. Tymianek też był bardzo przejęty i opowiadał przez pół dnia, jak to grał na cymbałach. Dla dzieciaków to niezwykle ważne, że mogą dotknąć instrumentów, sprawdzić, jak działają. 

***
Chłopaki siedzieli razem, ja kawałek za nimi na fotelu. Lulu przysuwał się do Tymianka, siadał mu na kolanach, czasem przybiegał do mnie sprawdzić, czy jestem, przytulał się do starszego brata. To jeden obraz ich braterskiej miłości, zdecydowanie bardziej przyjemny dla matczynego oka. 

Kończę już, bo rano rzeczywiście może być dramat ze wstawaniem... ;-)

czwartek, 19 listopada 2015

"Jak ptaszki studiowały Torę"/Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania

Trwa właśnie Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania organizowany przez Studnię O. Uwielbiam ten festiwal i nie mogło mnie na nim zabraknąć. Jako że  mają też bogatą ofertę wydarzeń dla najmłodszych odbiorców sztuki, zwolniłam dziś Tymianka wcześniej ze szkoły i poszliśmy. 

Tymiankowi najbardziej podobał się obrazek z ptakiem Bar Juchne. To ten biały na kartce, słabo widoczny na zdjęciu.

Jak ptaszki studiowały Torę to bajki i przypowieści pochodzące z Żydowskich bajek z Czerniowców Eliezera Szteinbarga. Dzieci miały okazję dowiedzieć się kilku rzeczy na temat kultury żydowskiej, jak np. co to jest Tora, zobaczyć kilka liter z alfabetu hebrajskiego.

Weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca na poduchach. Artyści stali po bokach i obserwowali wchodzących. Kiedy wszyscy już się usadowili wygodnie, opowiadacze otworzyli bramy do krainy opowieści i wyobraźni. Ożywili słowa bajek, a ich bohaterowie stanęli przed nami i mogliśmy obserwować ich przygody. Czy wiecie, co mówi wrona, kiedy kracze: kra, kra? My już wiemy: czytaj, czytaj! Ptaszki mają swoje własne księgi, są to liście, z których umieją czytać tylko ptaki i malutkie dzieci, które mama karmi piersią. Jeśli znajdziecie jakiś liść podczas jesiennego spaceru, przyjrzyjcie mu się dokładnie i zobaczcie, jaka historia jest na nim zapisana

Cały czas odbywała się wymiana na linii opowiadacze - słuchacze. Wytworzyła się wspólnota, jakiej nie doświadczamy w codziennym życiu. Artyści wciągnęli dzieci w narracje, które z biernych widzów zamieniły się we współtwórców opowieści.

Opowiadaczka, Beata Frankowska, pokazywała dzieciom plansze z dziwnymi znakami. Jak się dowiedzieliśmy pochodzą one z alfabetu hebrajskiego. Każda litera stanowiła początek opowieści, ale zanim historia się rozpoczęła dzieci przyglądały się im i mówiły z czym im się kojarzą kształty znaków. Odpowiedzi były przeróżne, jeden znak budził wiele skojarzeń, np. stół i basen,inne litery to drzewa, gałęzie, statek z żaglem, albo parowiec, talerz i łyżka, krzesło i wiele, wiele innych. Utworzyły prawdziwą studnię opowieści. 

Tymiankowi najbardziej spodobała się bajka o feniksie, który wykluwał się z jaja i stawał się olbrzymim ptakiem, większym nawet niż słoń. Kiedy był już tak wielki, że większy nie mógł się stać, zaczął powoli maleć, kurczyć się, by stać się drobnym niczym okruszek i spłonąć. Jeśli chcecie wiedzieć, jaki skarby skrywa popiół po feniksie, albo poznać talmudycznego ptaka Bar Juchne, koniecznie wybierzcie się na Jak ptaszki studiowały Torę (niestety już nie w ramach festiwalu).

Ale na tym nie koniec aktywności dzieci. Podczas przypowieści o arce i zwierzętach, które chciały się nie niej schronić, Jarek Kaczmarek zaprosił na scenę słuchaczy, którzy współopowiadali fragment historii. 

Nauczyliśmy się też piosenki, która stanowiła refren pomiędzy bajkami. Towarzyszyła nam muzyka akordeonu (Robert Lipka) oraz gitary (Jarek Kaczmarek). Wyszliśmy z tej ptasiej krainy opowieści całkiem rozśpiewani. 

Potem nie było już tak kolorowo, akurat jak wysiedliśmy z autobusu rozpętała się straszliwa ulewa, a wiatr targał parasolkę na wszystkie możliwe strony. Mniej więcej po trzydziestu sekundach tego uroczego spaceru byliśmy mokrzy od stóp do głów. Gdy udało nam się dotrzeć do domu, kapało z nas, jakbyśmy właśnie wykąpali się w pobliskim jeziorku. Tymianek zażyczył sobie moczenie nóg w gorącej wodzie. A na rozgrzewkę od wewnątrz zrobiłam napój imbirowy (imbir + cytryna + miód). Mam nadzieję, że nie przypałęta się do nas żadne choróbsko. 

Festiwal trwa do niedzieli (22 listopada) jeszcze macie okazje posłuchać niesamowitych opowieści, zajrzyjcie na stronę festiwalu TU

piątek, 9 maja 2014

Afryka - W 7 bajek dookoła świata

Na początku pragnę gorąco przeprosić za opóźnienie. Ten post powinien ukazać się 30 kwietnia, ale życie czasem pisze swoje scenariusze... 



Dziś kolejna odsłona cyklu W 7 bajek dookoła świata zorganizowanego przez autorkę bloga Projekt: Człowiek.
Zapraszamy  do Afryki. Tym razem trochę inaczej, bo więcej czytaliśmy niż działaliśmy. 



Opowiadana przez nas bajka pochodzi ze zbioru 26 bajek z Afryki opatrzonego fotografiami Ryszarda Kapuścińskiego (które synkowi nie przypadły do gustu, choć mnie się bardzo podobają). Tytuł oryginalnej bajki to: Lwiątko, chłopiec i pierścień. My na potrzeby naszego warsztatu zastąpiliśmy pierścień kołatką. Po wysłuchaniu bajki przystąpiliśmy do wykonania kołatki. Początkowo chciałam użyć do tego celu puszkę po tuńczyku, ale wylądowała na śmietniku zanim zdążyłam ją uratować ;-) Wykorzystaliśmy zatem plastikowe, okrągłe opakowanie, kolorowe wstążki, duże kolorowe guziki, tekturę, taśmę klejącą. 



Oglądaliśmy film o Serengeti, podziwialiśmy migrujące zwierzęta. Czytaliśmy też Dzieciaki świata Martyny Wojciechowskiej. Titiemu bardzo podobała się opowieść o małym pasterzu, Zuzu z plemienia Himba. Oraz Baśnie afrykańskie wydawnictwa Sara z bardzo ładnymi, realistycznymi ilustracjami zwierząt, których autorem jest Paweł Głodek.




Zrobiliśmy też jedno ćwiczenie ruchowe. Próbowaliśmy nosić na głowie różne przedmioty, podobnie, jak ludzie z plemienia Himba. Najlepiej udawało się z marchewkami, oczywiście tymi pluszowymi.








Zapraszamy do odwiedzenia wszystkich mam biorących udział w projekcie.

 

poniedziałek, 24 marca 2014

dźwięki i kolory

Za inspirację do dzisiejszej zabawy posłużyły dwie książki (jak to dobrze, że istnieją biblioteki!): Sztuka. Szalenie Zajmujące Twory Utalentowanych i Krnąbrnych Artystów, Sebastian Cichocki, rysunki - Aleksandra i Daniel Mizielińscy oraz Dźwięki kolorów, Jimmy Liao. W pierwszej znajdziecie wybór różnych dzieł sztuki współczesnej, druga zaś przedstawia świat, jaki kreuje w swojej wyobraźni dziewczynka tracąca wzrok.

Nawiązując do naszych zabaw dźwiękowych wybrałam utwór Johna Cage'a 4'33''.
W trakcie słuchania utworu Titi troszkę się niecierpliwił, intrygowało go dlaczego pan nie gra. W końcu nie wytrzymał i powiedział (jakby pan w monitorze mógł go usłyszeć): Halo, Panie dlaczego nie grasz? Potem zapytałam Titiego, co to jest muzyka. Oto, co usłyszałam: instrument, dźwięk wydawany przez łyżkę i kubek, samolot, myszkę od laptopa, książkę, samochodzik, to także wachlowanie, walenie, gwizdanie, szuranie, połykanie, płacz młodszego brata... Podsumowując przeczytaliśmy w książce odpowiedni rozdział i dowiedzieliśmy się, że wszystko, co robimy jest muzyką.
Zaproponowałam synkowi, aby przygotował koncert dla mnie, wykorzystując przedmioty znajdujące się w zasięgu ręki. Oto jaki instrument skonstruował:
 Następnie przeszliśmy do drugiej części naszej zabawy, którą zaczęliśmy od lektury Dźwięki kolorów. Tutaj spotykamy się z sytuacją odwrotną, świat dźwięków konstruuje świat kolorów. Włączyłam Titiemu trzy utwory muzyczne (zależało mi, aby były jak najbardziej zróżnicowane) poprosiłam, aby narysował to, co słyszy. Początkowo nie wiedział, jak ma się do tego zabrać, ale już po chwili kredki poszły w ruch. Małe rączki z rozmachem kreśliły kreski, kropkowały, zamalowywały powierzchnie. Całe ciało zaangażowane było w tą pracę. Na pierwszy ogień poszedł Marsz turecki Mozarta.

A to ilustracja utworu autorstwa Titiego.


Kolejny utwór to pieśń A kiedy ja wyjdę, zaśpiewam po rosie w wykonaniu Apoloni Nowak ( Muzyka źródeł - pieśń leśna). I komentarz synka w czasie rysowania: Niepotrzebny nam tu zielony, bo nie słyszałem zielonego. Niestety nie mogę załadować filmiku, więc podaję link:  https://www.youtube.com/watch?v=McpWNtTudIc



Ostatni zaproponowany utwór był niespodzianką dla Titiego. Jego aktualnym i pierwszym idolem jest Michael Jackson. Dziecię przebiera się i tańczy w rytm muzyki :-).                                                                                           
                                                                


I ilustracja do niego.





Oczywiście skończyło się tańcami i hulańcami :-)