sobota, 26 października 2013

Paszczowo: rrrrrrrrr!

 
Przychodzi taki moment, że od dziecka zaczyna się wymagać poprawnego artykułowania wyrazów. Liczni "życzliwi" komentują, przedrzeźniają, wyśmiewają, niektórzy z bliskiego otoczenia, inni przypadkowo spotkani w kolejce. Zawstydzenie i zakłopotanie malujące się na twarzy dziecka, napięcie mięśni szyi, zamknięcie krtani, próby wypowiedzenia słów poprawnie przy spiętym całym aparacie mowy. Przyznam szczerze, że nóż w kieszeni mi się otwiera w takich sytuacjach.

Czterolatek powinien już prawidłowo wymawiać r. Mój jeszcze nie wymawia. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wytykania dziecku błędów. Według mnie nauka przez zabawę, jakby mimochodem jest dużo bardziej owocna, głębsza, pełniejsza, nienaruszająca poczucia wartości i integralności (w odróżnieniu od wyśmiewania, zawstydzania, przedrzeźniania) dziecka. Przygotowałam zatem zestaw ćwiczeń wspierający rozwój mowy pod kątem wymowy głoski r.

1. Najpierw rozgrzaliśmy języki:
  • wysuwanie zaostrzonego języka i cofanie, 
  • dotykanie językiem do nosa i brody, 
  • machanie wysuniętym językiem na boki, 
  • pocieranie językiem o podniebienie,
  •  koniki, 
  • ssanie cukierka,
  • parskanie - wprowadzanie w wibracje wag oraz przy wysuniętym języku, warg i języka. 

2. Następnie wymawialiśmy:
  • ttttt... (jak w wyrazach: trzask, pojutrze, trzy),
  • ddddd... (jak w wyrazach: modrzew, drzewo),  
  • tdn...,   
  • ata... (żuchwa powinna być nieruchoma, jest to trudne nawet dla dorosłego, więc ja nie zwracałam na to uwagi),
  • ada... (żuchwa powinna być nieruchoma)
  • la....
 Należy je wypowiadać dokładnie, coraz szybciej (jeśli wymowa przestaje być wyraźna, trzeba zwolnić). Spółgłoski zostały dobrane pod kątem miejsca artykulacji, które jest takie samo, bądź zblizone do miejsca artykulacji głoski r (przedniojęzykowo-dziąsłowe). Wygląda to wszystko bardzo poważnie i zapewne mało atrakcyjnie dla przedszkolaka. Zapytacie pewnie: gdzie tu zabawa? Zabawa jest w formie realizacji. Przede wszystkim nigdy nie zmuszam, kiedy widzę, że dziecko jest znudzone, przerywam, dzięki temu ćwiczenia pozostają interesujące. Ćwiczyć można wszędzie, czekając na autobus, który długo nie przyjeżdża, kiedy idzie się daleko, a dziecku dłuży się już droga i zaczyna marudzić. U nas zabawy paszczowe dodają energii, przerywają znudzenie i zniechęcenie. Często proponujemy na zmianę, tzn. jedna osoba pokazuje, a druga powtarza, i odwrotnie. Wtedy ja przemycam to, na czym mi zależy, a Titi ma poczucie, że on też jest ważny, że jesteśmy równymi partnerami. Jeśli zależy nam na efektach, lepiej ćwiczyć krócej, ale codziennie, albo nawet kilka razy dziennie, niż od czasu do czasu, a długo. Przy wykonywaniu ćwiczeń należy zwróci uwagę, czy dziecko nie napina mięśni szyi, czy nie zaciska gardła, nie wysila się, jeśli tak trzeba natychmiast przerwać. Dla rozluźnienia narządów mowy dobrze jest poziewać.

3. Później czytaliśmy wiersz Juliana Tuwima Ptasie radio (można też posłuchać w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej). Przepełniony wyrazami dźwiękonaśladowczymi, otwiera całą gamę możliwości zabaw dźwiękiem, słowem, rytmem - dla mnie to Mistrzostwo Świata!


4. Improwizowaliśmy dźwiękowo, jak ptaszki mogą ćwierkać, świstać, kwilić,pitpilitać i pimpilić.Towarzyszyła temu kupa śmiechu. Wybrałam ten wiersz ze względu na arię słowika, bogatą w l i t. 

Halo! O, halo lo lo lo lo!
Radio, radijo, dijo, ijo, ijo
Tijo, trijo, tru lu lu lu lu
Pio pio pijo lo lo lo lo lo 
Plo plo plo plo plo halo!

Bawiliśmy się tym tekstem: głośno i cicho, wołaliśmy do kogoś daleko, nasłuchiwaliśmy odpowiedzi, naśladowaliśmy echo, dialogowaliśmy między sobą. I stało się coś, czego się nie spodziewałam - nieśmiało zaczęła pojawiać się wibracja w zbitce tr ( trijo, tru). Wieczorem pojawiała się w zwyczajnej rozmowie, ale zawsze w tej konfiguracji (strona, drugi) i nie za każdym razem. Pierwsze koty za płoty.

 Oczywiście, żeby nie było zbyt kolorowo, co jakiś czas, przy wykonywaniu ćwiczeń słyszałam: Czy możemy już skończyć? I odpowiedź brzmiała: tak.

5. Ostatni punkt programu stanowiła improwizacja ruchowa. Titi był ptaszkiem, który latał, połykał muszki na śniadanie i zupę dżdżownicową na obiad, a na deser lody dżdżownicowe z muszkami. Początkowo improwizacja była prowadzone przeze mnie: ptaszek leci, łapie muszkę, zbiera piórko i buduje gniazdko, itp. Później Titi przejął inicjatywę.


Przyznam, że słysząc kilkakrotnie pytanie o koniec, miałam wrażenie, że nie bardzo trafiłam z pomysłem. Ale... kiedy szliśmy na zakupy Titi zapytał, czy po drodze możemy mówić to, co śpiewa słowik, późnej słyszałam, jak powtarzał przy sprzątaniu, rozmawiając z Babcią przez telefon poprosił mnie, żebym mu mówiła, a on będzie powtarzał. Ziarno zostało zasiane.

3 komentarze:

  1. Dzięki za post! Nigdy wcześniej nie pomyślałam o wierszach Tuwima jako o pomocach logopedycznych - a to przecież samograje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy post z jednym merytorycznym błędem - czterolatek absolutnie nie musi wymawiać głoski R! Ta głoska, jako najtrudniejsza w zestawie, ma prawo pojawić się nawet między 6-7 rokiem życia. Nie oczekujmy od czterolatków prawidłowej wymowy R, ich artykulacja dopiero się kształtuje!

    OdpowiedzUsuń