Koniec ferii, więc od jutra pewnie będzie nam towarzyszyć: Szybko zbudź się, szybko wstawaj...
To tekst jednej z piosenek Ani Brody. Dziś umilaliśmy sobie ostatnie chwile wolnego, właśnie na jej koncercie, który odbył się w Tarabuku.
Koncert był kameralny, w kawiarni. Dzieci siedziały na dywanie i na poduszkach. Zanim się rozpoczął, byliśmy świadkami strojenia instrumentu. Chwila pomiędzy przedstawieniem, a prywatnością - moment przejścia.
Dowiedzieliśmy się kilka rzeczy o cymbałach. Pochodzą z Persji i zostały wymyślone przez matematyków. Początkowo grano na nich długimi piórami, dziś używa się do tego pałeczek (które przypominają np. okulary, albo wąsy, mogą też być rogami, albo anielskimi skrzydłami...). Cymbały mają bardzo dużo strun, a każda z nich wydaje dwa dźwięki.
Między sceną, a widownią trwał nieprzerwany dialog. Dzieci współuczestniczyły w tworzeniu koncertu, co tworzyło atmosferę spotkania połączonego z wymianą darów. Jestem pod wielkim wrażeniem uważności, wrażliwości, kreatywności Ani Brody, która to dawała się ponieść muzyce, to szefowała grupie ruchliwych dzieciaków, czujna na sygnały od nich płynące. Na scenie leżała tajemnicza walizka, przywieziona przez artystkę specjalnie na to spotkanie. Niestety, okazało się, że kluczyk do niej został u Ani Brody w domu na stoliku. I co teraz? Z pomocą przyszły dzieci, które przecież znają mnóstwo magicznych zaklęć. I udało się ją otworzyć! A w środku... instrumenty: tamburyny, grzechotki, dzwonki, gong, kalimba, trójkąty. Zaśmiały się dziecięce oczy, a rączki wyciągnęły po te niezwykłe przedmioty wydajęce dźwięki. Na koniec każdy (kto chciał) mógł spróbować, jak się gra na cymbałach. Lulu (lat dwa) był bardzo podekscytowany, to w ogóle taki typ wrażliwy na muzykę. Ania Broda ułożyła mu paluszki na pałeczkach i grał niczym profesjonalista ;-). Kiedy inni próbowali, stał przy instrumencie i paluszkami przebierał po strunach. Tymianek też był bardzo przejęty i opowiadał przez pół dnia, jak to grał na cymbałach. Dla dzieciaków to niezwykle ważne, że mogą dotknąć instrumentów, sprawdzić, jak działają.
***
Chłopaki siedzieli razem, ja kawałek za nimi na fotelu. Lulu przysuwał się do Tymianka, siadał mu na kolanach, czasem przybiegał do mnie sprawdzić, czy jestem, przytulał się do starszego brata. To jeden obraz ich braterskiej miłości, zdecydowanie bardziej przyjemny dla matczynego oka.
Kończę już, bo rano rzeczywiście może być dramat ze wstawaniem... ;-)
Śniegu nie ma to chociaż wybraliśmy się na Królową Śniegu do Teatru Narodowego. Już sam budynek, wielki i majestatyczny, budzi emocje. Bilety drogie, więc zaryzykowaliśmy wejściówki. Matce przypomniały się czasy krakowskie i czatowanie na najlepsze miejsca ;-) Teraz tą wiedzę o polowaniu na miejsca przekazywałam synowi. Opłaciło się, siedzieliśmy w czwartym rzędzie, bliziutko sceny. Spektakl zaczął się niepostrzeżenie. Światła zaświecone, na widowni szmer rozmów i skrzypienie krzeseł - jeszcze nie wszyscy zdążyli rozsiąść się wygodnie w fotelach, a już słychać z końca widowni głos (początkowo niewyraźny): Zaczyna się! To Zbigniew Zamachowski (Gaduła) pędzi na scenę z walizką w ręce, a za nim dwóch policjantów. Całe szczęście, kiedy policja spostrzegła widownię - odpuściła i Gaduła mógł nam opowiedzieć baśń.
Przyznam, że zupełnie nie pamiętam oryginału i chyba będąc dzieckiem nie przepadałam za tą baśnią Andersena.
Tymianka fascynowało wszystko od fabuły po zmiany dekoracji, które bardzo płynnie odbywał się na oczach widzów. Odlatujące w górę wieżowce, jeżdżący po scenie ogród (przy ukłonach z olbrzymich, porośniętych zielskiem kubików wyszli panowie, którzy nimi poruszali, a w zasadzie tańczyli), czy wyłaniająca się spod sceny kryjówka rozbójniczek sprawiały niesamowite wrażenie. Tymianek dziwował się: jak oni to zrobili?
Kaj i Gerda w inscenizacji Piotra Cieplaka są dziećmi ze współczesnego blokowiska. Dopiero, kiedy dziewczynka odważy się wyruszyć w podróż, przed naszymi oczami pojawia się niezwykły, baśniowy świat, w którym kwiaty i zwierzęta potrafią mówić i tańczyć. Wiele śmiechu na widowni wzbudziła postać Pana Wrony zlatujęcego z chmur, który kichał raz po raz rozrzucając przy tym swoje upierzenie.
Królowa Śniegu to opowieść o wytrwałości, odwadze i mocy, która kryje się na dnie serca. Kiedy Gerda dociera na grzbiecie Renifera do Eskimosów, zwierzak prosi czarownicę, aby dała dziewczynce moc, która pozwoli jej wyrwać Kaja z rąk Królowej Śniegu. Wtedy czarownica mówi: spójrz, ona już ma moc. A ta moc to wiara i miłość.
Jeszcze słówko należy szepnąć o odtwórczyni głównej roli, Dominice Kluźniak, która uchwyciła istotę dziecięcego zaangażowania. Nie udaje dziecka, nie popada w infantylizm, reaguje organicznie, jest cała w działaniu, jak dziecko.
Kiedy kurtyna opadła oznajmiając wszem i wobec, że już czas rozejść się do domów, Tymianek zapytał, czy możemy jutro też przyjść. To chyba najlepsza recenzja ;-) Wyszliśmy na zewnątrz i okazało się, że magia teatru nadal działa - na nasze głowy sypał się miękki, biały puch.
W czasie spektaklu naszła mnie jeszcze taka dorosła refleksja. Te lustrzane odłamki, wpadające do oczu, lub te większe, z których produkowano okulary, zniekształcały rzeczywistość, wszystko stawało się brzydsze i gorsze. Czy przypadkiem nas pędzących w zaprzęgu obowiązków dnia codziennego, nie uwierają czasem te odłamki, powodując, że dzieć, który właśnie rozciapał zupę na stoliku, swojej bluzce i bluzce brata oraz swetrze Rodziecielki, jawi się nam jako wysłannik piekieł, którego zadaniem jest generowanie nieprzyjemnych zajęć dla rodziców? Podczas gdy można popatrzeć na niego, jak na uroczego dwulatka, który w kreatywny sposób doświadcza zupy?
Spektakle w tym sezonie: 22,23.03 oraz 23,24.04
Królowa Śniegu Hans Christian Andersen
przekład Bogusławy Sochańskiej
reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Andrzej Witkowski
muzyka: Jan Duszyński
choreografia: Leszek Bzdyl
oprawa dźwiękowa: Paweł Czepułkowski
animacje: Daria Kopiec
projekt inżynierski: Mirosław Łysik
obsada: Ewa Konstancja Bułhak, Beata Fudalej, Anna Gryszkówna, Kinga Ilgner, Dominika Kluźniak, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Anna Markowicz, Wiesława Niemyska, Paulina Szostak, Anna Ułas, Bartłomiej Bobrowski, Karol Dziuba, Robert Jarociński, Waldemar Kownacki, Jerzy Łapiński, Piotr Piksa, Karol Pocheć, Tomasz Sapryk, Przemysław Stippa, Zbigniew Zamachowski
premiera: 17.01.2015
Śnieg, choć zagościł tylko na chwilę, sprezentował nam radosne chwile beztroskiej zabawy w białym puchu. Zapewnił codzienną dawkę wrażeń zjazdowo - bałwanowych.A także obudził pewne wspomnienie z dzieciństwa Matki...
Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką włączyłam któregoś razu telewizor, choć to nic nadzwyczajnego dla małych dziewczynek. Nadzwyczajne było to, co pojawiło się na ekranie: inna mała dziewczynka wchodząca do szafy, która okazywał się przejściem do tajemniczego, śnieżnego świata. Oglądałam z wypiekami na twarzy. Do dziś pamiętam tą starą szafę (i niewiele więcej) i emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Od tego czasu za każdym razem, jak włączałam telewizor miałam nadzieję, że znowu zobaczę dzieci i tę zimową krainę. I czasem się to udawało. Nie miałam bladego pojęcia, jaki jest tytuł tego filmu, ani tym bardziej, że został nakręcony w oparciu o książkę. Odkryłam to dopiero, kiedy do kin wchodziły Opowieści z Narnii. Choć wtedy czułam się już zdecydowanie za duża na książkę.
Tymianek jest już duży, więc sięgamy po grubaśne tomiszcza. I teraz właśnie nadszedł czas, aby zaprosić Pierworodnego do świata mojego dzieciństwa. Czytam i oboje słuchamy z wypiekami na twarzy. Przeciskamy się przez kożuchy pachnące naftaliną, aby odnaleźć fauna Tumnusa i dowiedzieć się, dlaczego Białej Czarownicy tak bardzo zależy, by poznać Piotra, Łucję, Zuzannę i Edmunda, a także usłyszeć przerażający ryk Aslana. Dawno nic tak nie wciągnęło tego pasjonata Gwiezdnych wojen i wojowników ninja. Lulu, lat dwa, wyłapuje poszczególne słowa i dodaje do swojego słownika. Ulubionymi są Aslan (czasem chce, żeby tak do niego mówić) i Adama (ludzie określani są mianem synów Aslana i córek Ewy).
Poniżej nasze propozycje na zimowe chorowanie i ferie dla starszych przedszkolaków i wczesnoszkolniaków:
Opowieści z Narnii - A tam: czwórka dzieciaków, stara szafa - brama do baśniowej, zimowej krainy pełnej gadających zwierząt, Biała Czarownica i mądry lew. Tomów jest siedem: Lew, czarownica i stara szafa, Książę Kaspian, Podróż "wędrowca do świtu", Srebrne krzesło, Koń i jego chłopiec, Siostrzeniec czarodzieja, Ostatnia bitwa. Autor: C.S. Lewis; ilustracje: Pauline Baynes; przełożył: Andrzej Polkowski; wydawnictwo: Media Rodzina.
8+2 i ciężarówka - Ciepła i zabawna opowieść o pewnej zwariowanej rodzince, składającej się z ośmiorga dzieci i rodziców, którzy żyją w jednopokojowym mieszkaniu z kuchnią. Kiedy odwiedza ich babcia śpi na szafkach w kuchni. Kto ukradł ciężarówkę, dzięki której tata codziennie zarabia na chleb i czy uda się ją odzyskać? Babcia kupuje mikser ręczny za pieniądze przeznaczone na bilet, jak wróci do domu starców? Autor: Anne - Cath. Vestly; ilustracje: Marianna Oklejak; przełożyła: Milena Skoczko, wydawnictwo: Dwie Siostry.
8+2 i domek w lesie - Druga część (z dziewięciu) przygód zabawnej rodzinki. Czy mieszczuchy sprostają trudom wiejskiego życia? A może uda im się rozkręcić gofrowy biznes? A co jeśli zaatakują ich Indianie?
Ronja, córka zbójnika - W burzową noc na zamku największego zbója, Matisa rodzi się dziecko, to dziewczynka - Ronja. W tym czasie jeden z piorunów dzieli zamek na dwie części - to znak, że dziecko będzie wyjątkowe. Z czasem dziewczynka dorasta i uczy się żyć w lesie pełnym Wietrzydeł, Szaruchów i Pupiszonków. Pewnego razu spotyka Birka, syna największego wroga swego ojca i ratuje mu życie, a potem on ratuje życie jej. Czy przyjaźń będzie mogła się narodzić pomimo od lat pielęgnowanej nienawiści? Autor: Astrid Lindgren; przełożyła: Anna Węgleńska; wydawnictwo: Nasza Księgarnia. Na podstawie książki został nakręcony film, o którym pisałam TUTAJ.
Gałka od łóżka - W czasie wakacji na wsi trójka rodzeństwa: Kasia, Karolek i Pawełek, poznaje współczesną, początkującą czarownicę, pannę Price. Dostają od niej zaczarowaną gałkę od łóżka. Dzięki niej mogą polecieć gdziekolwiek zechcą, także w przeszłość i przyszłość. Chcecie im towarzyszyć w wyprawie na bezludną wyspę, czy do Londynu z czasów polowań na czarownice? Autor: Mary Norton; przełożyła: Irena Tuwim; ilustracje: Marcin Szancer; seria: Mistrzowie ilustracji; wydawnictwo: Dwie Siostry.
Kłopoty rodu Pożyczalskich - Czy zdarza się Wam, że niektóre przedmioty giną w niewyjaśnionych okolicznościach? To za sprawą tajemniczego rodu Pożyczalskich, którzy żyją w pobliżu ludzi. Przysłuchajcie się dobrze, a może usłyszycie ich głosy pod podłogą, albo uda Wam się jakiegoś zobaczyć, choć to niezwykle trudne, bo Pożyczalscy bardzo dbają, aby nie zostać widzianymi. Jeśli chcecie poznać życie i przygody Strączka, Dominiki i ich córki Arietty, sięgnijcie po Kłopoty rodu pożyczalskich. Autor: Mary Norton; przełożyła: Maria Wisłowska; ilustracje: Emilia Dziubak; wydawnictwo: Dwie Siostry.
A Wy, co czytacie w zimowe wieczory (na szczęście coraz krótsze)? Jakie książki z własnego dzieciństwa czytacie teraz swoim dzieciom? Podzielcie się, proszę, w komentarzach :-)
Na zakończenie tej odsłony Przygód z książką zapraszam do krainy emocji. Doświadczamy ich każdego dnia. Jedne są przyjemne, na inne patrzymy z niechęcią. Wszystkie są jednakowo potrzebne. Warto już od najmłodszych lat poruszać ten temat z dziećmi. Czasem jednak pojawia się w głowie pustka, jak ubrać w słowa to, co chcemy dziecku przekazać? W słowa, które będą dla niego przystępne? Już dawno ludzkość odkryła, że jednym z najlepszych sposobów uczenia jest opowieść, która wcale nie musi być z morałem.
Wojciech Kołyszko opowiada historie za pomocą słowa i obrazu. Dziecko (a także rodzic) może znaleźć w nich pocieszenie (inni mają podobnie), wyjaśnienie (do każdej książki dołączona jest instrukcja obsługi danej emocji), naukę (sposoby radzenia sobie w określonych sytuacjach).
Każda książka poświęcona jest innej emocji, a sytuacje je wywołujące zostają rozpracowane na wszystkie możliwe sposoby.
Bohaterami bajek jest sześcioro dzieci: Lwisława, Gryzielda, Hahanna oraz Fignacy, Lirian i Pocoryk, które mieszkają w turkusowym domu. Za każdym razem dwójka przyjaciół (dziewczynka i chłopiec - dzięki temu dzieci obojga płci łatwo mogą się utożsamiać z bohaterami) wyrusza na wyprawę, podczas której odwiedza tajemnicze krainy, spotyka niezwykłe istoty i doświadcza przeróżnych przygód. Po powrocie do domu para bohaterów bogatsza jest o zdobyte doświadczenie i wiedzę, którymi dzieli się z pozostałymi dziećmi.
Fantazyjne miejsca i postaci, które mogą istnieć tylko w wyobraźni tworzą bezpieczny dystans pomiędzy światem dziecka, a światem bajki, dzięki czemu łatwiej jest rozmawiać o trudnych sprawach, jak np. granice własnego ciała, zły dotyk i prawo do mówienia: nie w bajce Latający śpiwór i maski wstydu. Jednocześnie prezentowane sytuacje są dziecku bliskie.
Warto je mieć w swojej biblioteczce i wracać do nich na bieżąco. Przy każdym czytaniu dziecko wyłowi to, co aktualnie będzie dla niego najważniejsze. Informacji i sytuacji jest tak dużo, że nie sposób zapamiętać wszystko po jednym przeczytaniu.
***
Opowieści stanowią dla nas inspirację do działania. Nasze zabawy:
1. Rysujemy emocję.
2. Pokazujemy, jak emocja chodzi.
3. Szukamy, jakie dźwięki wydaje dana emocja.
4. Idziemy na spacer po lesie (w domu, tyle że sobie to wyobrażamy) i nagle na naszej drodze widzimy jakąś emocję i co się wtedy dzieje?
5. Szukamy sposobu na wyrażenie złości, który nie krzywdzi, np. drzemy gazety.


Zdjęcia pochodzą ze strony Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.
***
W serii ukazały się tytuły (w nawiasach podaję wydanie):
Smok Lubomił i tajemnice złości (I) - Złość i smok Lubomił (II)
Zaklęte miasto i sekrety smutku (I) - Smutek i zaklęte miasto (II)
Bawian, Cudanna i pułapki zazdrości (I) - Zazdrość i wyścigi żółwi (II)
Pogromca potworów i magia strachu (I) - Strach i pogromca potworów (II)
Latający śpiwór i maski wstydu (I) - Wstyd i latający śpiwór (II)
Wyspa HopSiup i potęga radości (I) - Radość i wyspa HopSiup (II)
tekst i ilustracje: Wojciech Kołyszko (I)/ Wojciech Kołyszko, Jovanka Tomaszewska (II)
konsultacja psychologiczna: Ewa Wojciszke-Orska
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
wiek: 5-9 (we fragmentach może nawet 3+)
A także: Garść radości, szczypta złości. Mnóstwo zabawnych ćwiczeń z uczuciami. (tego nie mamy, więc nie mogę ocenić, ale chciałam wspomnieć, że jest coś takiego).
autor: Wojciech Kołyszko, Jovanka Tomaszewska
Czy książki służą tylko do czytania? Można je oczywiście nosić na głowie w celu ćwiczenia prawidłowej postawy ciała. Otóż są książki, które wymykają się odruchowym skojarzeniom.
Powitajmy brawami! Przed Państwem Klapu klap Madaleny Matoso.
Ta książka służy przede wszystkim do zabawy. Zamykając i otwierając ją możemy zobaczyć, jak pan całuje panią, albo odwrotnie, będziemy bić w bęben oraz podnosić sztangę, możemy też sprawdzić, czy tost jest już gotowy, przybić piątkę, albo wyjrzeć przez dziurkę, kto stoi kto drzwiami.
Tekstu jest malutko, ot: puk puk..., albo fru, fru... najdłuższy brzmi: Donna mia Babaryba! Z czego się śmiejesz? Jednak w sam raz dla malucha uczącego się mówić, jak i dla kilkulatka stawiającego pierwsze kroki w czytaniu. Dominują wyrażenia dźwiękonaśladowcze.
Wydawca pośród licznych zalet pozycji wymienia także naukę liczenia. Przyznam, że trudno jest mi otwierać i zamykać książkę, wydawać określone dźwięki i jeszcze przy tym liczyć: nie ma problemu, gdy mamy trzy razy zapukać do drzwi, ale kiedy przyjdzie nam czternaście razy otworzyć i zamknąć toster, trzeba się nieźle skupić, żeby się nie pomylić. Ot taki dowcip dla tych rodziców, którzy czytając piętnasty raz tą samą książkę w ciągu dnia, myślą, co jutro zrobić na obiad (przyznam, że sama do takich należę ;-)).
Dużym plusem są ilustracje - proste, nie cukierkowe. Wyraźny kształt i kolor na białej stronie. Zauważyłam, że Lululu bardzo lubi takie obrazki.
Książkę dostał Lululu od Mikołaja, ale widzę, że obaj mają niezłą zabawę przy czytaniu.
Skoro już wspomniałam o ilustracjach:
A TU możecie zobaczyć instrukcję obsługi, która jest jednocześnie reklamą portugalskiego wydania.
Wpis powstał w ramach Przygód z książką.
Klapu klap
autor: Madalena Matoso
Wydawnictwo Babaryba, Warszawa, 2015
wiek: 1+
Małego, różowego słonia, który mieszka pod dmuchawcem nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. On to właśnie zainspirował nas do zabawy. Pomelo i kolory nie jest kolejną zwykłą książką o kolorach, jest książką, która pokazuje, że biel ma różne twarze. Inna jest biel mleka, inna dmuchawca, a jeszcze inna śniegu... każda ma swoją fakturę, temperaturę, ciężar, przeznaczenie...
Jaki kolor przedstawia powyższa ilustracja? To szara zieleń pleśni ;-)
Po przeczytaniu, zaproponowałam Tymiankowi, że zrobimy zadania i ku mojemu zaskoczeniu zareagował z dużym entuzjazmem (ostatnio słyszałam: Ale mama, ja się teraz bawię). Oto, co z tego wynikło:
Domowa zabawa ruchowa, pobudzająca wyobraźnię i abstrakcyjne myślenie:
Jak przedstawić kolor za pomocą ruchu? Wyobraź sobie ten kolor. Jaką ma fakturę? Czy jest ciepły? Cy zimny? Duży, czy mały? Jak pachnie?
Jak się porusza?
Jakie wydaje dźwięki?
A gdyby poszedł na tańce, to jak by tańczył?
Teraz wyobraź sobie, że idziesz na spacer po lesie. Jest ciepły dzień, pachnie lasem, liście szeleszczą pod stopami. Nagle na drodze widzisz ten kolor, i co się wtedy dzieje?
Wiecie, że udało m się odgadnąć wszystkie kolory za pierwszym razem oprócz ostatniego. Tymianek wpadł na genialny pomysł i przechytrzył Matkę. Ostatni kolor był: PRZEZROCZYSTY - nie wpadłabym na to.
***
Pomelo i kolory bywa także pomocny prz udawaniu się na popołudniową drzemkę. Tutaj Lululu (jak o sobie mówi od wczoraj młodszy) zamawia kolorowe sny ;-)
Książki o Pomelo fascynują nie tylko najmłodszych. Za każdym razem, kiedy czytam Lululu, Tymianek się przyłącza. Czasem czyta sam, a czasem bratu. Krótki, zaskakujący tekst oraz duże, proste litery wspomagają naukę czytania najmłodszych czytelników.
Pomelo i kolory
Ramona Badescu, Benjamin Chaud
przełożyła Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2014
Wiedzieliście, że Tolkien pisał także dla dzieci*? Długo kojarzyłam go wyłącznie z Władcą Pierścieni i Hobbitem, aż któregoś razu wpadłam na taką perełkę:
Tę zabawną historyjkę, pełną nagłych zwrotów akcji, fantastyczną i absurdalną wymyślił Tolkien dla swoich dzieci. Bohaterem opowieści jest tytułowy Pan Błysk, noszący bardzo wysokie cylindry.
Ma swojego czworonożnego przyjaciela, Żyrólika, który jest prawie ślepy. Nie przeszkadza to jednak Panu Błyskowi pytać go o pogodę.
Pewnego dnia Pan B. postanawia kupić samochód i pojechać w odwiedziny do znajomych. Nie przypuszcza, że stanie się to początkiem lawiny katastrof...
Pełne humoru ilustracje zawierają mnóstwo szczegółów. Tolkien lubił je komentować. O powyższym pisze tak: Samochód pana Błyska, narysowany zarówno podczas jazdy na szczyt wzgórza, jak i pędzący w dół zbocza.

Przyznam, że o ile Tymianek zapałał do
książki miłością od pierwszego wejrzenia, ja mam z nią pewien problem.
Przyzwyczajona do szukania drugiego dna, wciąż powtarzam sobie pytanie: co autor miał na myśli? Tymianek
nie skażony jeszcze pomysłem, że wszystko musi mieć jakiś sens, a już
na pewno pozycja, której autorem jest pisarz tej rangi, co Tolkien, bawi
się świetnie podczas czytania. I z trudem przyjmuję do wiadomości i
oswajam się z myślą, że w opowieści tej właśnie o zabawę chodzi. Absurd
goni absurd. To z pewnością nie jest propozycja dla kogoś, kto szuka książki z morałem, książki, która będzie pokazywała właściwe wzorce postępowania. Bohaterowie Tolkiena łamią zasady i nie spotyka ich za to kara, raczej muszą się zmierzyć z konsekwencjami, które bywają nieprzewidywalne i absurdalne. Mam wrażenie, że jednak ten pokręcony świat jest zdecydowanie bardziej realny niż się wydaje na początku. W naszym świecie (dorosłych i dzieci) to, co sprawiedliwe nie zawsze jest takie oczywiste, a "dobry" nie zawsze zostaje nagrodzony, częściej - sprytniejszy. Odnoszę wrażenie, że historia została wymyślona na potrzeby chwili, aby zabawić. Widzę w niej dziecięcą zabawę, jakby ktoś stał za drzwiami dziecięcego pokoju i podglądał, jak się bawią, kiedy nikt nie patrzy i spisywał wymyślane przez nie historie.


 |
|
Samochodem można równie dobrze poruszać się zaprzęgając do niego trzy kuce i osła.
Do tej ilustracji autor również dołączył komentarz: Herberta nie ma na obrazku. Okruszek wleciał mu nie w tę dziurkę i Herbert właśnie kaszle w pomywalni. Wcześniej siedział za Egbertem, obok Teddy'ego.
Warto jeszcze zaznaczyć, że wydanie jest przepiękne, zawiera ilustracje i faksymile każdej strony rękopisu.
Wydawca o książce pisze TAK.
Tytuł: Pan Błysk
Tekst i ilustracje: J.R.R. Tolkien
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008
104s.
wiek: 4+
Po więcej książkowych inspiracji zapraszam na blogi. Dzisiejszy wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką.

* Pierwszy raz z Tolkienem zetknęłam się w liceum, kiedy to na ekrany wchodził "Władca pierścieni", jednak nie natchnął mnie na tyle, aby zapoznać się z książką, czy autorem. Gdy byłam już grubo po dwudziestce wpadałam na "Rudego Dżila i jego psa", wtedy też dowiedziałam się, że bardzo dużo opowiadał swoim dzieciom i potem spisywał historie. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem. I stąd pytanie na początku posta. Mam wrażenie, że Tolkien w nurcie mainstreamowym jest postrzegany przede wszystkim, jako twórca dla dorosłych. Wydania Hobbita, które ukazały się przy okazji premiery filmu, nie wyglądają, jakby były skierowane do dzieci i (o ile dobrze pamiętam) nie leżały na półkach z literaturą dziecięcą. Twórczość Tolkiena skierowana do dzieci ciągle mnie zadziwia, choć "Rudego Dżila i jego psa", czytałam kilka lat temu, nieustannie mam z tyłu głowy: Tolkien = książki dla dorosłych :)